Wracając do planu dnia! Po kawce przychodził czas na drobny spacer po konieczne do przetrwania wytwory rąk ludzkich, czy ściślej mówiąc, zakupy. Rzecz jasna, u pani Wandzi, bo nie miał on zamiaru latać jak cała ta hołota po tych hyperśmietnikach, żeby kupić jedno jajko. Nie! Człowiek powinien mieć swoją godność! A kupić trzeba kiełbaskę śląską, rogala… no może jeszcze jednego Bosmanka. Może dwa… a jak się kupi trzeciego, to jutro nie trzeba będzie taszczyć. Bo co?! W końcu za swoje! Aaa! No i, rzecz jasna, „Kurier”! Albo „Głos”, on tam nie był wybredny, byleby o Pogoni pisali. Psiakrew! Znowu z Lechem?! Tego całego… to powinni…! Taki wstyd! Potem, gdy już nieco odsapnął, przyszedł czas na bardziej wyrafinowaną rozrywkę. W końcu nie samym chlebem żyje człowiek. Bosmanek szedł do foliowej torby (bo znowu łapiduchy będą kaleczyć), jego nowy właściciel zaś do pobliskiego parku Kasprowicza. Tam, na ulubionej ławeczce naprzeciw rzeczki można było usiąść i kontemplować, jaki to stopień negliżu bądź wyrafinowanego seksapilu zademonstrują mu dzisiaj studentki pobliskiej uczelni. On tam nie wie, jak to się teraz nazywa, kiedyś się mówiło o Uniwerku i Polibudzie, a teraz jakieś „suty”?
On tam z tej nowomowy nic nie rozumie. Ale studentki! A! Klasa! Jak mawia jego sąsiad, profesor Flądra, żona się starzeje, a studentki czwartego roku zawsze takie same. Ale z tymi studentkami to trzeba uważać. Raz zoczył taką, no… cudeńko… obcisłe spodenki, niebieski sweterek, no! Pączuszek! Już się rozmarzył. Ach! Żeby tak młody był! Już miał błysnąć swoim popisowym żarcikiem (który zawsze działał), „Hej, Aniołku…”, gdy nagle Aniołek odwrócił swoją brodatą buźkę z wąsiskami, których nawet pan Jerzy nigdy się nie dorobił! To ci dopiero! On by takiego zboczeńca…! Przecież to jakiś koszmar! Przecież to nie idzie zupełnie odróżnić teraz! Że też takich lalusiów nie biorą do wojska! O tak! Kapral Jastrząbek już by wiedział, co z takim zrobić! Po takiej wpadce musiał ochłonąć, a jak wiadomo, każde dobre piwko, a zwłaszcza Bosmanek, kiedyś się kończy. Więc do baru na Fałata, wypić jednego z plastiku i dzień zleci. Wieczorem może popatrzy trochę w telewizor, ale znowu pewnie dadzą jakiegoś amerykańskiego gniota. Czasami zdrowe urozmaicenie stanowiła poczta, ale ostatnio coraz rzadziej.
Na Antka się pogniewał, bo świnia mu wysłał kartkę z gołym chłopem z Międzywodzia. Jakby on był jakiś ten tego… A takie ładne kiedyś widział na turnusie w Łukęcinie. Lepiej go w każdym razie unikać. A te ulotki?! Już kiedyś zwyzywał takiego jednego szczawia, co mu ciągle jakieś internety wciskał do skrzynki. Niech się za robotę gówniarze wezmą, a nie ludziom ze skrzynek śmietniki robią. Jeden list wzbudził jednak jakiś tydzień temu jego uwagę. Rozmazana pieczątka w lewym rogu głosiła „Kom... przy … Szcze…”. E! Znowu jakiś maniak chce mu wcisnąć na siłę ten cały komputer! Hłe hłe, takie to on od razu do kosza! Tego dnia było jednak jakoś inaczej. Jak zwykle leżał sobie jeszcze na wersalce, gdy na dole piskliwie rozdzwonił się telefon.
https://pixabay.com/pl/odczyt-ksi%C4%85%C5%BCki-dziewczyna-badanie-515531/
Posted from my blog with SteemPress : http://www.krasnal.ml/2019/01/06/problemy-pana-jerzego/