Szczerze mówiąc, nie mam o czym napisać dzisiaj tekstu. Zwykły, spokojny ranek. Chyba o to chodzi? Xd
To opowiem o moim małym problemie z jedzeniem. Ogólnie mam jakieś dziadostwo. Nie mogę jeść większości rzeczy. Naprawdę, jestem z tych, którzy mogą wyliczyć co mogą jeść w ciągu jednego krótkiego zdania: mięso, ryby, owoce morza, sery i sól.
Koniec listy.
Jakakolwiek forma węglowodanów doprowadza do:
• ogólnoustrojowej gorączki, czuję ją wszędzie, przede wszystkim stawy, twarz, głowa
• poczucie słabości w kolanach, nadgarstku, łokciu
• słabość i brak siły
• rozchwianie emocjonalne, obniżony nastrój
• chroniczne zmęczenie
• mgła w głowie
• brak możliwości skupienia się
• silniejsze przeżywanie negatywnych emocji
• wzmożona wewnętrzna krytyka
• lękowość
• zapadanie się w zapętlone myśli
• brak mobilizacji
• senność
Duży kawał życia jadłem niezdrowe jedzenie, często fastfoody, bardzo nieregularnie, zazwyczaj dość późno jeden posiłek dziennie około godziny 23:30, kiedy wracałem do domu. Zmiany q diecie wydają się w żaden sposób niepowiązane z psychiką i tym, jak człowiek się czuje, ale ustawienie rytmu dnia co do jedzenia stabilizuje samopoczucie przez to, że organizm nie poświęca czasu na wysyłanie informacji do mózgu, że się źle czuje. Prawidłowa dieta za to nie pozwala, gdy już jemy, zmusić organizmu do dodatkowej pracy nad przeprocesowaniem jedzenia, więc czujemy się lepiej, i potrafimy zajmować się swoimi sprawami, rozwiązywać je, i długoterminowo, nie spiętrzać problemów.
O tym, jak udało mi się wynajdywać produkty opowiem kiedy indziej ;)
Na dziś to tyle
Trzymajcie się i miłego!