Kolejną rzeczą, która ostatnio mi pomogła jest to, że biorę odpowiedzialność za swoje emocje, a nie osób na zewnątrz. Nie znaczy to, że emocje innych nie są ważne dla mnie. Są. Ale dla mnie, a nie są moje. Nie ja je przeżywam. Staram się pomóc, szanuję, ale nie jestem od nich uzależniony.
Zmienia to mocno perspektywę na życie. To, co dotyczy mnie, rzeczywiście, leży tylko w moich rękach. Jednocześnie nie jestem bierny wobec świata zewnętrznego, nie poddaję się prądom, nie płynę z nimi.
Wiem, co lubię, czego nie lubię, co chcę, czego nie chcę, daje sobie do tego prawo, i to po prostu zrobię.
Biorę za siebie odpowiedzialność.