Irena język pokaże

Words
304
Reading
2 min
7h
Listen to this post
~2 min

20260912_204948.jpg
Koty - memiczne stworzenia. Każde ma własny charakter, własne zasady i własną definicję tego, do kogo należy człowiek.

Irenka, na przykład, jest straszną zazdrośnicą. To zaborczy kot że śmietnika, o wyglądzie arystoraty. Wystarczy, że ktoś przyjdzie w odwiedziny, a ona już wspina mi się na ramiona, żeby zakomunikować gościowi: „Przepraszam, ale ta pani jest zajęta. Jest MOJA. Proszę sobie znaleźć własną”.

Lenka to tchórz. Na widok gości znika w niezmierzonych czeluściach mojego blisko 40 metrowego mieszkania i najchętniej przeczekuje tam wizytę gości - kataklizm. Jeśli jednak komuś pokaże się podczas wizyty, oznacza to, że uznała go za „swojego”.
Dla Lenki jestem całym światem. Czytaj: dostawcą żarcia, czyścicielem kuwety i naczelnym "puszczaczem" wody z kranu. Nawet o drugiej w nocy budzi mnie delikatnie, jak na Russian Blue przystało, ale skutecznie. Bo woda z miski jest niegodna jej podniebienia, woda ma płynąć. I już!
Irena z kolei uważa, że mój kubek z herbatą to jej osobista studnia. Wsadza głowę do środka, a gdy poziom cieczy jest za niski, nabiera ją na łapkę i zlizuje. Kocia logika. Nie dyskutuję. 🤦‍♀️

Od kilku dni obie panienki są jednak mocno nieswoje (ja w sumie też). Na każdy dźwięk otwieranych drzwi na korytarzu natychmiast podnoszą głowy i nasłuchują. Bo przecież po tym dźwięku powinno pojawić się ciche pukanie do moich drzwi.

Powinno.

A pukanie nie nadchodzi.

I jak to wytłumaczyć kotom? Że coś się zmieniło? Że pewne dźwięki nie oznaczają już tego, co oznaczały wcześniej?

Ja wiem. A one chyba jeszcze czekają.

I wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej rozczulające? Że te kulki sierści są tak bardzo przywiązane do rytuałów. Do obecności, do dźwięków, do tego, co było zwyczajne i oczywiste.

A życie czasem zmienia scenariusz.

Wszystkie uczymy się nowej codzienności.

Ciekawe, czy do tych drzwi kiedyś ktoś znowu zapuka?

Irena pokazuje mi język. Tzn. Weź się ogarnij (chyba).