Skradzione dzieci

Words
1366
Reading
7 min
Listen
Play
7y

„Ten list nie jest od mamy, to jest list od twej matki z Polski. Pisze ona, że podobno jesteś Polakiem, a nie Niemcem i nie nazywasz się Alfred Binderberger vel Hartmann, lecz Alojzy Twardecki".
„Ja nie jestem Niemcem, ja nie jestem Niemcem, ja... ja mam być Pollacke! Nawet nie Franzmannem tylko Pollacke!".

„Mam być jednym z tych, którzy zapaskudzeni i obdarci nosili u nas węgiel w czasie wojny?”. „Przestraszyłem się samego siebie, skryłem się pod kołdrą i ryczałem. Mimo całej wściekłości czułem coś ciepłego, a jednocześnie jakiś niepokój w sercu”.  



Długo zastanawiałem się jak opowiedzieć tę historię. Historię dwustu tysięcy polskich dzieci zabranych, skradzionych, zrabowanych przez nazistów w strasznych czasach niemieckiej okupacji. Jak opowiedzieć historię tego nieludzkiego procederu, który przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze został uznany za zbrodnię ludobójstwa. Czy wystarczy posłużyć się kilkoma przykładami, żeby zobrazować ten nikczemne zło zadane niewinnym maleńkim dzieciom. To dwieście tysięcy różnych tragicznych historii, dwieście tysięcy pojedynczych małych istnień, którym brutalnie przerwano dzieciństwo, odebrano bezpieczny świat, niejednokrotnie bestialsko zamordowano. Nie sposób zbagatelizować żadnej z nich, ale wojna, a szczególnie oprawca skrzętnie zacierał za sobą ślady i nie sposób dzisiaj zweryfikować ani dokładnej liczby ofiar, ani skali procederu. Te dwieście tysięcy to tylko liczba szacunkowa, tak naprawdę nigdy nie poznamy dokładnych rozmiarów tego zbrodniczego rabunku kończącego się germanizacją, nadludzką pracą lub eksterminacją.  



Jak trudno zobrazować ten problem potwierdzają słowa żywego świadka historii płk Józefa Sowy, który twierdzi, że po tym co przeżył „dzisiejsze problemy po nim spływają”. Jeszcze wrócę do naszego wspomnianego bohatera, bo warto rozwinąć ten wątek chociażby na współczesne problemy z jakimi zmaga się dzisiaj państwo polskie.

Po co nazistom były polskie dzieci?   

Program był jasny, rabunek dzieci był częścią Generalnego Planu Wschodniego. Celem tego planu było wyniszczenie narodu polskiego i pozostawienie ludności „bezwartościowej rasowo”, służącej jedynie jako siła robocza. Niemcy jako kraj prowadzący działania wojenne ponosiły straty w sile żywej i musiały te straty z czasem w jakiś sposób zrekompensować. Jako iż osób z terenów podbitych w większości nie można było wykorzystać w armii, ani wcielić do innych struktur, dlatego dzieci stawały się szczególnym obiektem zainteresowania, zwłaszcza te, które odpowiadały rasowo i łatwo mogły ulec zniemczeniu. Wychowanie młodego zgermanizowanego pokolenia w ideologii czysto nazistowskiej pozwoliło tworzyć młodych janczarów Adolfa Hitlera. Zanim naziści osiągnęli produkt finalny, proces ten trwał i był poprzedzony selekcją wartościującą, w której zwracano uwagę przede wszystkim na postawę ciała, odpowiedni wzrost, jasne włosy, niebieskie oczy, układ twarzoczaszki, wysokość czoła, rozstaw kości policzkowych, wielkość uszu, brody i szczegółowe badania zdrowotne. Trudno tu mówić o szczęściu, dzieci spełniających te ostre rasowe wymogi, jednak biorąc pod uwagę dalszy los dzieci niezakwalifikowanych do adopcji przez niemieckie rodziny śmiało możemy powiedzieć o losie wygranym na loterii. Widmo katorżniczej służalczej pracy, eksperymenty medyczne, czy eksterminacja w obozach koncentracyjnych to finał słabego zdrowia i braku cech aryjskich. W zasadzie tylko znikomy procent zrabowanych dzieci mógł być zaliczony do rasy panów, reszta z nich miała w najlepszym przypadku zostać robotnikami w fabrykach lub rolnikami i pracować na chwałę Trzeciej Rzeszy lub być poddana brutalnej eksterminacji.         

Jak rabowano polskie dzieci?  

To Heinrich Himmler opracował wytyczne programu rabunku dzieci, a osobiście zaakceptował je w czerwcu 1940 roku Adolf Hitler. Dzieci uprowadzano przemocą, często z użyciem podstępu, czy też wyniku zamordowania rodziców, warto wrócić w tym momencie do wcześniej wspomnianego Józefa Sowy, którego rodziców w bestialski sposób zamordowali na jego oczach Niemcy za ukrywanie Żydów, zaś jego wraz z czworgiem rodzeństwa wywieźli w głąb Rzeszy do pracy na wsi. Po wojnie Józef Sowa wrócił z rodzeństwem do kraju, jednak paradoksem jest to, iż jego najmłodsza siostra została skutecznie zniemczona i do Polski nigdy nie chciała wracać i nie wróciła. „Kto ma mówić o historii jak nie ci, którzy ją przeżyli”, twierdzi Barbara Paciorkiewicz, która mając cztery lata została zabrana rodzicom i przekazana rodzinie niemieckiej do adopcji. Pani Barbara przeżywała traumę utraty rodziców dwukrotnie. Czy może mówić o szczęściu? Trafiając na kochającą ją niemiecką rodzinę, po wojnie musiała zamienić ją na dom dziecka w ojczystym kraju. Na badania antropologiczne syna dostali wezwanie rodzice Janusza Bukorzyckiego. Zaraz po nich siłą został wcielony do Hitlerjugend już jako Johann Buchner, gdzie doznał niesamowitych katuszy za swoje pochodzenie. Po wojnie odnalazł swoich rodziców. Henryk Kowalczyk nie miał tyle szczęścia urodził się w Dachau i jako niemowlę i został przekazany do adopcji rodzinie niemieckiej, przez co nigdy nie poznał biologicznej matki, a po wojnie spędził 11 lat w domu dziecka.   

Metody pozyskiwania dzieci były przeróżne, dla nazistów nie istniały żadne bariery. Zrabowane dzieci kierowano do niemieckich instytucji zwanych wioskami dziecięcymi, gdzie przeprowadzano selekcję rasową, niszczono oryginalne akty urodzenia zastępując je niemieckimi. Z polskich dzieci w wieku od sześciu do dziesięciu lat, które były jeszcze materiałem wartościowym dla germanizacji, co roku wybierano według niemieckiej eugeniki te najbardziej cenne i wywożono do Niemiec w celu dalszej germanizacji.  

Te kilka historii nigdy nie odzwierciedlą skali przestępczej tego procederu oraz nie zobrazują ogromu nieszczęścia zrabowanych dzieci. Czy dzieci, które wróciły z germanizacyjnej gehenny po latach do kraju mogą mówić o szczęściu? W jakich kategoriach możemy rozpatrywać to pozorne „szczęście”? I o ile powyżsi bohaterowie doświadczyli tej pozornej iluzji, to jak opowiedzieć historię tej części dzieci nie zaliczonej do rasy panów. Jeżeli taka historia istnieje to jest pełna niewyobrażalnych cierpień i bólu. Niezasłużonego okrucieństwa, którego finałem były niejednokrotnie śmiertelne eksperymenty medyczne, powolna śmierć głodowa, czy eksterminacja w obozach koncentracyjnych. Historii wypełnionej śmiercią i bólem zapewne nigdy dokładnie nie poznamy, bo mali świadkowie odeszli wcześniej brutalni oderwani lub pozbawieni najbliższych. Ostrożne szacunki wskazują, że do kraju po wojnie z dwustutysięcznej rzeszy dzieci wróciło zaledwie trzydzieści tysięcy. Kto odpowie nam na pytanie co stało się z pozostałymi dziećmi?

  
Najczęściej mówiąc o skradzionych dzieciach mamy na myśli żywych świadków historii, którzy doświadczyli okropieństw i w imię hasła „nigdy więcej” dzielą się z nami swoimi przeżyciami. To najbardziej wiarygodny przekaz obrazujący ich traumatyczne przeżycia, nie zastąpimy je nawet najbardziej wiarygodnymi dokumentami, które są prawdziwym świadectwem skali zbrodni, ale jakże milczącym. Nie sposób mówić o skali ich nieszczęść, można powiedzieć, że dla nich wojna trwała o wiele dłużej. Niejednokrotnie te dzieci były dwukrotnie osierocane i o ile mały chłopak z pierwszych zdań tej historii Alojzy Twardecki wrócił po latach do swej prawdziwej matki większość z naszych żywych świadków historii nie miała takiego szczęścia i z objęć niemieckich rodziców trafiała do polskich domów dziecka. Co wtedy czuły? Czy pamiętały, czy na nowo musiały uczyć się kochać prawdziwych rodziców? O ile w ogóle przeżyli. 

Mówiąc o zrabowanych dzieciach nie możemy zapominać, że w czasie II wojny światowej Niemcy wywieźli na roboty przymusowe do Rzeszy ponad 2 miliony Polaków, w tym ostrożne szacunki mówią, że 35 procent to były kobiety i dziewczęta. O wzroście gehenny polskich kobiet możemy śmiało mówić wraz z powiększającymi się stratami Niemiec na froncie wschodnim. To od tej chwili wszystkie ciążę polskich robotnic miały być rejestrowane i oceniane według nazistowskich reguł, jeżeli spełniały te kryteria matki mogły liczyć na lepsze traktowanie, lepsze warunki porodu jednak  musiały się rozstać z dziećmi. Mogły mieć jednak nadzieję, że dzieci przeżyją w ośrodku germanizacyjnym. Inne dzieci, te bezwartościowe rasowo, były skazane na powolne umieranie w dziecięcych ośrodkach opiekuńczych dla obcokrajowców. Nie znamy dokładnej liczby takich ośrodków, ani ich skali zagłady, w stosunku do polskich dzieci mówi się o czterystu takich ośrodkach, a w jednym z nich w Wąsoczu koło Rawicza od czerwca 1943 roku do kwietnia 1945 roku z liczby 485 polskich dzieci przeżyło 39.     

Nie sposób wymienić tu wszystkich przypadków rabunku naszego małego społeczeństwa i przyszłych pokoleń. Wszystkie schematy prześladowcze naszego narodu były związane z rabunkiem dzieci. Akcjom przesiedleńczym niezmiennie towarzyszyło to najgłośniejsze zjawisko związane z „Dziećmi z Zamojszczyzny”, z których po wojnie z kilku tysięcy udało się odzyskać około 800. Skala przestępstw była ogromna, a szala goryczy przelewa się do dnia dzisiejszego. Nie dość, że po wojnie sprawa rewindykacji naszych dzieci napotykała wiele sprzeciwów i przeszkód, bowiem żądano niezbitych dowodów, iż zrabowane dziecko było z Polski, a od starszych dzieci wymagano oświadczenia o chęci powrotu do ojczystego kraju, którego niejednokrotnie nie pamiętały, to nigdy skradzione dzieci nie otrzymały żadnej rekompensaty od strony niemieckiej. W ostatnich czasach Wyższy Sąd Administracyjny w Muenster orzekł, iż dzieci zrabowane w czasie II wojny światowej i poddane germanizacji nie mają prawa do odszkodowania.    
 
Źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzieci_Zamojszczyzny
https://www.gosc.pl/doc/5474332.Niemiecki-sad-dzieci-odebrane-rodzicom-nie-sa-ofiarami
https://dzieje.pl/aktualnosci/swiadek-historii-kto-ma-mowic-o-historii-jak-nie-ci-ktorzy-ja-przezyli
https://www.dw.com/pl/zrabowane-dzieci-ja-mam-by%C4%87-polakiem/a-40516006

Zdjęcia pochodzą z:
https://misyjne.pl/uprowadzone-polskie-dzieci/
https://histmag.org/Jak-Niemcy-rabowali-polskie-dzieci-17690
https://kraj.media/zniknely-bez-sladu-ile-w-koncu-niemcy-zrabowali-polskich-dzieci/

Skradzione dzieci | Ecency