„Wiem, że przychodzisz mnie zabić. Strzelaj, masz tylko zabić człowieka”.
To ostatnie słowa wojownika idealisty uzdrawiającego ówczesny świat. Celowo użyłem ich na samym początku tego postu, zamiast zakończyć nimi tę historię. Kończą one życie naszego bohatera, ale nie kończą jego historii. W dniu w którym wypowiedział te słowa wiedział, że pokonał śmierć.
Legenda Ernesto Che Guevara jest ciągle żywa. Młody buntownik, rewolucjonista, człowiek pełen ideałów, który na stałe zapisał się w historii. Kim był człowiek, który stał się symbolem rewolucji i ikoną pop kultury? Czy mamy prawo go podziwiać, czy raczej szukać brutalnej prawdy o nim? Gloryfikować, czy potępiać? Jak odpowiedzieć na te pytania? Odpowiedzi nie są jednoznaczne. W gąszczu informacji musimy odnaleźć te właściwe, nie po to by osądzać tylko by poznać prawdę. Historia naszego bohatera to scenariusz hollywoodzkiego filmu, a czytając Kapuścińskiego jawi nam się romantyczny wizerunek rewolucjonisty, można powiedzieć Janosik dwudziestego wieku. Pomijając niektóre fakty z życia Che Guevary wyświetliłaby się nam przejmująca i sugestywna opowieść o doktorze medycyny porzucającym zawód by ratować świat i ciemiężony lud przez amerykański imperializm. Ciemiężony lud Guevara widział podczas swej motocyklowej wyprawy po Ameryce Łacińskiej, a z imperializmem zetknął się w Wenezueli po puczu przeprowadzonym przez CIA w celu obalenia lewicowego prezydenta Arbenza Guzmana. Uciekając z Wenezueli osiedla się w stolicy Meksyku i to tu poznaje braci Castro. To przełomowy moment w życiu Che, być może gdyby nie ta znajomość nasz bohater dalej praktykowałby w zawodzie chirurga, ale czy jego niespokojny duch by mu na to pozwolił? „Niespokojna natura Guevary popycha go ciągle naprzód, ale jest to niepokój ukierunkowany, jego energia ogniskuje się na sprawie rewolucji.” Tak pisze o nim Kapuściński i tu zgadzam się z autorem „Chrystusa z karabinem na ramieniu”. Cokolwiek by się wtedy nie stało Che był skazany na rewolucje, na polu walki czuł się najlepiej i tam realizował się w pełni. Jak się realizował? Zostawmy na razie to pytanie i przenieśmy się na Kubę, gdzie na czele z braćmi Castro dotarł w grudniu 1956 roku. Po porażce w walkach z siłami rządowymi rozbity oddział liczący zaledwie 12 osób wycofał się w góry Sierra Maestra. Godna podziwu determinacja pozwoliła stopniowo zwiększać siły rewolucyjne i zdobyć dominację w innych środowiskach opozycyjnych, niewątpliwie to były czasy Castro i Guevary.
To na Kubie nasz bohater zyskał sławę wojownika idealisty i tu świat poznał jego romantyczny wizerunek rewolucjonisty. Po raz kolejny nasuwa się pytanie co jeszcze kryło się za tym wizerunkiem? Czy to był prawdziwy obraz Guevary? Otóż obrazowi temu towarzyszy rewolucyjny fanatyzm i okrucieństwo. „Strzeliłem mu w prawą skroń. Kula przeszyła mózg i wyszła lewą stroną czaszki (…)” pisał tak o egzekucji wykonanej na chłopie, który zdradził pozycje rewolucjonistów. Czy rewolucja usprawiedliwia lekarza, który zamiast ratować ludzkie życie odbiera je bez mrugnięcia okiem? Według naszego rewolucjonisty tak. Rodzący się sadyzm był jego motorem napędowym, mówił że „ (…) skuteczną nienawiść, która czyni z człowieka efektywną, działającą szybko, selektywnie i bezwzględnie maszynę do zabijania”. Pod płaszczem romantyka idealisty wyłania się postać bezwzględnego mordercy o swoistym pojmowaniu wartości, którego oburza niesprawiedliwość społeczna, ubóstwo chłopów, jednak nie zawaha się odebrać im życia w imię rewolucji. Wróćmy jednak na Kubę, gdzie Fidel Castro zdobył 1 stycznia 1959 roku Santiago de Cuba, a nasz bohater miasto Santa Clara. Do Hawany Castro przybył 8 stycznia. Sukces kubańskiej rewolucji stał się faktem. Wojna domowa pochłonęła około czterdzieści tysięcy osób. Kariera Che rozpoczęła się na dobre. Został dowódcą więzienia La Cabana i przez prawie pół roku nadzorował aparat bezpieczeństwa i przeszczepiał metody NKWD na grunt kubański. Był bezlitosny w wydawaniu wyroków śmierci, które wykonywał osobiście. Machina terroru jaką stworzył to jego następna niechlubna karta, która nijak ma się do wizerunku romantyka rewolucjonisty. Utwierdza nas tylko w przekonaniu o sadystycznych zapędach Che, które miała usprawiedliwiać rewolucja. Odkąd go poznajemy jawi się jako niespokojny duch, który nie może usiedzieć na miejscu. Ciągłe podróże oraz chęć poznawania i uzdrawiania świata będą mu towarzyszyć do końca życia. Dowodem tego jest porzucenie stanowiska ministra finansów i przemysłu, które powierzył mu Castro.
Zanim to jednak uczynił ten epizod pozwolił mu na to, aby poznał go cały świat. Dużo podróżował, odwiedził m.in. Japonię i kraje demokracji ludowej. W 1964 roku w Nowym Jorku wziął udział w obradach ONZ, które skrytykował w swoim przemówieniu jak i Stany Zjednoczone za politykę prowadzoną wobec czarnoskórej ludności i Indian. Nie można zapomnieć w tym rozdziale życia Che o wywiadzie jaki udzielił brytyjskiemu korespondentowi Samowi Russellowi zaraz po wycofaniu z Kuby rosyjskich wyrzutni z pociskami jądrowymi, w którym twierdził, iż nie zawahałby się ich użyć przeciwko Amerykanom. Kolejny raz nasz bohater odkrywa karty romantyka, idealisty, który poświęciłby miliony w imię rewolucji i światowego socjalizmu. Czy takiego człowieka chcielibyśmy za idola? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Guevara zrobi wszystko dla światowej rewolucji, koszty się nie liczą. Jednak co skłoniło naszego bohatera do opuszczenia Kuby? Może jego niespokojna natura szukająca nowych wyzwań nowych rewolucji, albo konflikt z Castro, czy może wreszcie zrozumiał, że Kuba jest tylko pionkiem w grze wielkich światowych mocarstw. Jego początkowy entuzjazm do modelu sowieckiego ostygł, coraz częściej krytykował Związek Radziecki, a jego cele gospodarcze nigdy nie zostały osiągnięte. Najlepiej czuł się w skórze walczącego rewolucjonisty. Rewolucja na Kubie się skończyła, należało znaleźć sobie nowe cele. Takim celem stała się Afryka, która wstawała z kolonialnych kolan. Tam Che chciał znaleźć pole do popisu i tak w kwietniu 1965 roku przybywa wraz z dwunastoma kubańskimi oficerami do Konga wspierać tam marksistowską rewolucję. Coś jednak poszło nie tak, bo opuszcza ten kraj po siedmiu miesiącach. Brak rezultatów, niewygodny dla jego zdrowia klimat to zapewne niejedyne przyczyny dla których musiał porzuci Kongo. Tam gdzie Che nie może rozwinąć skrzydeł, tam gdzie rewolucja się nie udaje, to nie miejsce dla niego. Nie pozostaje jednak bezczynny, miał nową wizję i chciał wcielić w życie tezy zawarte w swojej książce pt. „Wojna partyzancka”. Chce przeprowadzać rewolucję za pomocą oddziałów ludowych złożonych z chłopów. Tym razem za cel obrał najbiedniejszy kraj Ameryki Łacińskiej - Boliwię. Myślał perspektywicznie, sądził że odniesie sukces, cały proces będzie narastał lawinowo, jakże się jednak pomylił. Zobrazował to dobitnie mój ulubiony reportażysta „Guevara tworzy taki oddział w Boliwii i zaczyna walkę. Czeka, że zaczną napływać ochotnicy, przede wszystkim, że zaczną napływać chłopi. Ale chłopi nie wstępują, odnoszą się do Guevary nieufnie, potem kolaborują z wojskiem.” Tak pisał Ryszard Kapuściński w swoim reportażu „Chrystus z karabinem na ramieniu”, w którym wprost gloryfikuje naszego bohatera. Trudno się odnaleźć w tym gąszczu informacji jakim nas zalewa, dlatego jeszcze raz powtarzam, nie należy osądzać, należy szukać prawdy. Czy Kapuściński nam ją przekazuje? Niedługo po śmierci naszego bohatera przemierzył jego boliwijski szlak, przynajmniej tak twierdził, dlaczego mielibyśmy nie wierzyć autorowi reportażu. Fascynacja Che Guevarą bierze górę w jego książce na tle wcześniejszych informacji, cytat o jeńcach wydaje się nie do przyjęcia „Oddział Guevary raz po raz chwyta jeńców, szeregowych i oficerów, którzy zaraz zostaną wypuszczeni. Militarnie jest to błąd ciężki, jeńcy donoszą natychmiast o położeniu oddziału, o jego liczebności i uzbrojeniu, ale Guevara nie rozstrzela żadnego z nich. „Jesteście wolni – tłumaczy im – my, rewolucjoniści, jesteśmy ludźmi moralnie uczciwymi, nie będziemy się znęcać nad bezbronnym przeciwnikiem” Jak ma się odnieść czytelnik do takich rewelacji? Bezstronnie przyjąć, polemizować z autorem urzeczonym latynoskimi rewolucjonistami „Przegram, zginę, ale nikt nie będzie mógł powiedzieć, że naruszyłem reguły walki, że zdradziłem, że zawiodłem, że mam brudne ręce.” Piękne słowa, które pomogą nam zrozumieć fenomen Che, który trwa do dzisiaj i w którym czynny udział wziął polski reporter. Czy można mu mieć to za złe, był reporterem. pisał prawdę to był jego obowiązek nigdy się z fascynacji do Guevary nie wycofał. Dość jednak o cesarzu reportażu to historia na odrębny temat wróćmy do naszego bohatera, który traci w Boliwii grunt pod nogami. Po roku walk wobec braku poparcia ze strony chłopstwa i jego kolaboracji ze stroną rządową 8 pażdziernika1967 oddział Guevary zostaje otoczony i rozbity przez armię boliwijską on sam zostaje ranny, a na drugi dzień zastrzelony. Tak kończy się historia Che. Wraz ze śmiercią naszego bohatera zaczyna się jego legenda, która trwa do dzisiaj i podniecana jest niejednokrotnie przez dzisiejsze autorytety. Co takiego sprawiło, że Guevara stał się ikoną i postacią kultową? Przecież sam w chwili śmierci był o tym przekonany „ (…) moja klęska nie oznacza końca rewolucji”. To były czasy rewolucji, a taka charyzmatyczna postać, w dodatku męczennik rewolucji świetnie komponował się w te czasy. Potrzeba stworzyła legendę. Młodzi ludzie z zachodniej Europy oburzeni amerykańskim imperializmem, nieznający prawdziwych realiów socjalizmu potrzebowali symboli, a historia Guevary męczennika była odpowiednia. Rewolucja obyczajowo-kulturowa końca lat sześćdziesiątych także przybrała twarz Che głównie za sprawą fotografii jaką wykonał 5 marca 1960 roku Alberto Korda. Czarno-białe zdjęcie przedstawiające bojownika z surową miną będzie towarzyszyć już nieodłącznie milionom ludzi. Stanie się wizytówką walczących niekoniecznie po tej dobrej stronie. Śmierć, odpowiedni czas, charyzmatyczny wygląd, odpowiednio wykorzystane zdjęcie to składowe legendy. Legendy wciąż żywej, wykorzystywanej przez wszystkich i wszędzie, która w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie służy głównie do zarabiania pieniędzy.
Być może tkwi w tym trochę sprawiedliwości dziejowej, w której gorący przeciwnik kapitalizmu swoim wizerunkiem pomnaża dochody producentów całego przemysłu jaki się wokół niego teraz obraca. Mała to jest jednak pociecha, ale na koniec trzeba zaznaczyć, że to wybiórczo tworzona legenda i dla żadnych korzyści nie należy ją powielać, a o pominiętych faktach i konsekwencjach wynikających z działań naszego bohatera należy pamiętać. Wiara w ideały to jedno, ale sposób ich realizacji ze strony Guevary jest nie do przyjęcia. Każdy z nas musi szukać prawdy i odpowiedzieć sobie na pytanie czy chciałby żyć w świecie stworzonym przez naszego bohatera.
Źródła:
Ryszard Kapuściński "Chrystus z karabinem na ramieniu"
https://www.tvp.info/35823171/swiety-morderca-kult-che-guevary-kwitnie
https://histmag.org/Ernesto-Che-Guevara-komunistyczny-zbrodniarz-czy-szczery-bojownik-o-prawa-ciemiezonego-ludu-15823/4
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1721876,1,krotka-historia-najslynniejszego-zdjecia-che-guevary.read
Zdjęcia pochodzą z:
https://encheres.catawiki.eu/kavels/14717295-alberto-korda-1928-2001-che-guevara-guerrillero-heroico-cuba-1960
https://www.tagesschau.de/multimedia/bilder/cheguevara-101.html
http://www.lematindz.net/news/22569-fidel-castro-et-le-che-guevara-deux-politiques-differentes.html
https://www.newyorker.com/news/news-desk/picturing-the-dead