Wczoraj wieczorem wróciłem z kina i zgodnie z obietnicą dostaniecie krótką opinię typu too long, didn't read. Zastrzegam, że opinia może się zmienić do czasu napisania recenzji, więc nie przykładajcie do niej 100% wagi. Zapewne nie będzie to zmiana o 180 stopni, ale pewne rzeczy mogę przemyśleć w trakcie paru dni i nocy, które wpłyną na mój ostateczny osąd.
Przy okazji napiszcie, czy chcecie recenzję ze spoilerami czy bez.
Przede wszystkim "Tenet" jest nierównym filmem pod względem tempa i scenariusza. Niektóre sekwencje działy się za szybko, inne za wolno. W paru momentach byłem znudzony, za to w innych akcja strasznie szybko zapierdzielała i chwila nieuwagi była niewskazana. Jak coś się dzieje, a takich scen nie brakuje, to warto się skupić na akcji. Mówię tu głównie o finałowej scenie, która jest obfita w szybkie i nagłe sceny.
Elementów cofania czasu, względnie takich w których widzimy akcję "od tyłu" (co było już widoczne w kilku momentach na trailerze) nie ma tak dużo, jakby mogło się wydawać. Początkowo są one trudne do ogarnięcia i załapałem je dopiero po jednej scenie. Jest tu podobny casus, co w "Podziemnym Kręgu" - wszystko staje się zrozumiałe, gdy ją obejrzymy, a pod koniec powinniście już załapać wszystko. Przynajmniej mi się to udało, a nie jestem wybitnie domyślny i trzeba mi czasem tłumaczyć pewne rzeczy. Dużymi, drukowanymi literami.
"Tenet" jest efektowny i nawet, jak nie spodoba się nam, to moim zdaniem warto go obejrzeć dla samych walorów w postaci scen akcji. Mam tu na myśli strzelaniny, pościgi i scenę z samolotem.
Scenariusz raczej nie ma dziur, ale jest zbyt... suchy. I jest wybitnie suchy nawet jak na styl, do którego przyzwyczaił nas Christopher Nolan. Pod tym względem, jak również tempa czy klimatu, jest to najsłabszy film tego reżysera. Bardziej podobał mi się "Interstellar", czy "Incepcja" Nie jest to jednak poziom słaby, czy beznadziejny, jak pisali niektórzy recenzenci. Jest dobrze, ale mogło być dużo lepiej.
Jeśli chodzi o aktorów, to niestety potwierdzają się słowa kilku polskich recenzentów - praktycznie nie ma relacji między bohaterami. Są one zimne, brakuje fragmentów w których mogli by na luźno pogadać. Trudno mi to teraz ująć, ale wydaje mi się, że "Tenet" miał być początkowo dłuższy, ale to i owo zostało wycięte. Nie dziwię się, 2.5h to dużo czasu i gdybyśmy mieli siedzieć w kinie dodatkowe 30 minut, to byłoby raczej ciężko. Nie ma pod tym względem tragedii, ale lekkie rozczarowanie już tak.
Jeśli chodzi o aktorów, to najbardziej podobał mi się Robert Pattinson. Już się nie mogę doczekać jego roli w "The Batman", jeśli zagra jak w "Tenet" to będzie to prawdziwa uczta dla oka. Świetnie gra, widać jak jego główka pracuje po oczach, mimice, bardzo naturalnych ruchach. Wydaje mi się pasować do roli Rycerza Nocy w formie detektywa, a taki podobno ma być w tej produkcji DC.
John David Washington jako protagonista wypadł całkiem nieźle, ale póki co trudno mi o nim napisać coś więcej.
Podobnie Elizabeth Debicki.
Kenneth Branghan wypadł fajnie. Niezły rosyjski akcent, sprawdził się w różnych stanach emocji. Zarówno wtedy, gdy się wkurwiał, a tego nie brakowało, jak również gdy grał cynicznego, zimnego buca.
Generalnie jest to najsłabszy film Nolana, ale nie jest to synonim wobec określenia "to był słaby film". Na pewno będę musiał go obejrzeć po raz drugi, by w pełni ogarnąć jego całe przesłanie oraz zwrócić uwagę na wszystkie niuanse. Niemniej warto iść do kina, jeśli jesteście inteligentniejsi ode mnie, to raczej łatwiej go zrozumiecie ;).