Aww, ale mi się miło zrobiło pod koniec. Odwdzięczę się, mi też czyta się bardzo przyjemnie Twoje posty, bo w przeciwieństwie do większości ludzi mających problemy jak my, Ty mówisz jak jest. W sensie, niedawno temu z kumplem rozmawiałem o książkach i obaj chcemy pisać w swoich to, na co większość autorów nie zwraca uwagi lub robi to pobieżnie (mimo, że wszyscy / większość ma takie myśli). Ty własnie mówisz o takich rzeczach, na które większość nie zwraca uwagi i trafiałem na nie jedynie w opracowaniach ekspertów od uzależnień, psychiatrii, psychologii, medycyny. Obiecuję, że obejrzę ten film jak tylko znajdę okazję.
Co do filmu, myślę że taki mógł być pomysł. Nie wiem, jak z Dunczykami, ale jak byliśmy dziećmi, to kino Francuskie wybijało się na tle innych swoją dosłownością. Jak to kiedyś jakiś reżyser wspomniał porównując oba typy kin - jak Amerykanie pokazują obrazowo seks, tak Francuzi pokazują wszystko bez skrępowania. Tzw. naturalność. Dodatkowo film to nie życie, więc trzeba to czasem modyfikować na potrzeby scenariusza, pacingu (tempa filmu - czy nie ciągnie się lub nie zapiernicza zbyt szybko). Albo po prostu jest to, co wymieniliśmy + reżyser był za cienki i tego nie udźwignął. Zobaczymy.
Waat? Jest na Max (właśnie sprawdziłem)? Powiem Ci tak, jeśli coś nam nie wypadnie w piątek / sobotę, to obejrzymy ten film i postaram się za około 3 tygodnie wrzucić recenzję. Aśka też ma "pewne doświadczenia" z alkoholikami i pewnie obejrzy ten film z ciekawości.
RE: Na rauszu