O Młodej Polsce w Londynie

helcim(72)
Published in
#polish
Words
965
Reading
5 min
Listen
Play
6y

mp1.jpg

Wydawnictwo „Lund Humphries” wydało niezwykłą książkę poświęconą sztuce Młodej Polski. To nie tylko piękny przedmiot, który z przyjemnością można wziąć do ręki, albo dać komuś w prezencie, który na pewno zostanie doceniony. To wydarzenie o randze, która z polskiej perspektywy nie musi się wcale wydawać oczywista.

Ale zanim wrócimy do książki, pytanie po co w ogóle się męczyć i starać się pokazywać polską kulturę za granicą. Może wystarczyłoby zająć się nią tu, na miejscu. A jeżeli jakiś obcokrajowiec nabrałby ochoty do jej poznania, można mu to ewentualnie ułatwić udostępniając obcojęzyczne materiały w muzeach lub bibliotekach. Mogę się założyć, że większość zapytanych bez wahania wyrecytowałaby „musimy promować dobry obraz Polski za granicą, bo to jest strategicznie ważne dla naszych interesów”. Moim zdaniem jest to powód niewystarczający, a kto wie, może nawet moralnie wątpliwy. Bo, mimo że konkretne działania promujące polską kulturę za granicą nie mają w sobie nic nagannego, to może powstawać wrażenie, że mogą być one wykorzystywane propagandowo do osłabienia negatywnego odbioru takich czy innych działań politycznych. Z roli prezentowania kultury narodowej za granicą zdawali sobie sprawę nawet co światlejsi komunistyczni aparatczycy, dzięki temu w 1980 roku odbyła się w Szwajcarii w Lucernie wystawa "Ein seltsamer Garten": polnische Malerei des 19. Jahrhunderts : Romantik, Realismus und Symbolismus, która dała początek szeregowi prezentacji polskiej sztuki w latach 80. i 90. i przyczyniła się do "odkrycia" polskiej sztuki przez światową historię sztuki. Miło zobaczyć polski obraz na okładce książki o sztuce XIX wieku w Europie wydanej w Stanach Zjednoczonych, albo usłyszeć ciepłe słowa o Wyspiańskim czy Malczewskim w Paryżu czy Nowym Jorku. Ale nie o to chodzi! Naprawdę nie o to chodzi!

Ostatnie miesiące wybudziły nieco starszą część społeczeństwa i uświadomiły jej, że młodzi ludzie wcale nie mają ochoty automatycznie przejmować jej hierarchii wartości, przekonań, sympatii itd. A nawet, że mogą czerpać pewną przyjemność z wprawiania starych ("boomerów") w osłupienie aktami przekraczającymi wszelkie, wydawałoby się, powszechnie akceptowane granice (historyk sztuki może co najwyżej ziewnąć z nudów, bo transgresja wszelkiego rodzaju jest grana w sztuce nowoczesnej od dłuższego czasu, ale mało kogo to przecież dotąd obchodziło, bo to "tylko" sztuka). Człowiek jest istotą, która wykształca w młodości wiele swoich cech, które niemal niezmienne trwają do końca jego życia. W tym także poglądy, upodobania itd. Nawet jeśli potem je zmienia, to te jego młodzieńcze przekonania cały czas jakoś w nim żyją i jakoś go kształtują. Naiwny pogląd każe sądzić, że można mieć jakiś wpływ na te poglądy odpowiednio kształtując programy nauczania, dobory lektur, organizując zajęcia dodatkowe itd. Nigdy chyba tak nie było, a tym bardziej nie jest tak teraz. Nie wiem jak sympatie i zainteresowania młodych ludzi były kształtowane w średniowieczu ale już w XVI wieku liczyło się dla nich bardziej to, co usłyszeli i zobaczyli we Włoszech niż w Polsce. I tak było w zasadzie zawsze później. Kiedy miałem kilkanaście lat, mieszkając w Polsce byłem niemal kompletnie odizolowany od polskiej kultury. Liczył się tylko Londyn, książki wypożyczałem w British Council, czytałem "New Musical Express" i słuchałem zespołów, które polecał John Peel. Teraz stałem się fanatykiem polskiej kultury, który pochłania ją z zachłannością neofity, mającego świadomość, że tyle lat ją zaniedbywał. Dziś w jeszcze większym stopniu wzorce zachowań i upodobań są kształtowane poza Polską. Właściwie próba przeciwstawienia się im jest walką z wiatrakami. Nie ma po prostu takiej możliwości. Możemy postawić jeszcze sto muzeów i wydać jeszcze tysiąc książek. Ich skutek będzie mocno ograniczony. Za to skutek "uobecnienia" polskiej kultury w centrach kultury światowej jest nie do przecenienia. Właśnie ze względu na młodych ludzi w Polsce! Dla nich daleko bardziej przekonujący jest fakt, o którym dowiadują się z Londynu czy Nowego Jorku niż z Polski. Dlatego tak ważna jest działalność instytucji organizujących polskie wydarzenia kulturalne za granicą i nie dziwi hejt z jakim spotykała się Polska Fundacja Narodowa. Sparaliżowanie tych kanałów działania leży w żywotnym interesie wrogów Polski. Jeżeli zależy nam na odzyskaniu zainteresowania Polską i polską kulturą przez bardzo dużą rzeszę młodych ludzi to jedynym środkiem do tego celu jest skuteczna polska obecność w kulturze światowej. Zamykanie się w lokalnym getcie doprowadzi w końcu kulturę w Polsce do atrofii i "salonu warszawskiego" nawet jeśli nie będzie on w Warszawie.

mp2.jpg

Wydanie tej książki i organizacja wystawy nie jest jednak efektem działań żadnych polskich instytucji powołanych do promocji polskiej kultury. To skutek działań dwojga osób, polskiej historyk sztuki z Londynu Julii Griffin i dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie Andrzeja Szczerskiego. Nie będę pisał o treści książki, bo występuję w gronie autorów. Niech recenzenci ocenią. Ważny jest jednak także kontekst w jakim ta książka się ukazuje. Wydawnictwo „Lund Humphries” nie jest pewnie w Polsce zbyt dobrze znane. Sam długo myślałem (nie wiem dlaczego?), że książkę wydaje „Thames & Hudson”. „Lund Humphries” jest wydawnictwem związanym od 1939 roku z ruchem modernistycznym w architekturze. Zaczęło swoją działalność od publikacji książki jednego z największych architeków XX wieku Franka Lloyda Wrighta An organic architecture. To, że takie wydawnictwo publikuje książkę o polskiej sztuce jest niezwykle ważnym potwierdzeniem jej rangi, zwłaszcza że niezbyt często w swoich publikacjach sięga po tematy historyczne. A książka to nie wszystko! W przyszłym roku odbędzie się wystawa, której ta książka jest zapowiedzią. Odbędzie się w miejscu równie wyjątkowym. W William Morris Gallery w Londynie. To nie jest "tylko" galeria poświęcona twórczości Williama Morrisa. To miejsce gdzie William Morris mieszkał i pracował. Może wydawać się skromne, ale ma ogromną symboliczną wagę dla kultury brytyjskiej. Tu powstawały idee i projekty, które ukształtowały nie tylko sztukę Wielkiej Brytanii w XX wieku ale w dużym stopniu także myśl brytyjską. Obecność polskiej sztuki w takim miejscu będzie najlepszym wyrazem hołdu jaki Wielka Brytania mogła złożyć sztuce polskich artystów, którzy przyczynili się swą twórczością do odzyskania przez Polskę niepodległości ale, mam nadzieję, będzie także okazją do zainteresowania nią wielu młodych ludzi w Polsce, którzy do tej pory do muzeów chodzili tylko po to, żeby nie zarobić złej oceny w szkole.

mp3.jpg

O Młodej Polsce w Londynie | Ecency