To wcale nie jest takie oczywiste, bo skoro obraz namalował Matejko to powinien być w Krakowie. Na Wawelu albo w Sukiennicach albo w Nowym Gmachu a może w Domu Matejki? A może na Zamku w Malborku? To chyba najlepsze miejsce, żeby pokazywać zabytki związane z tym wydarzeniem.
Ale w żadnym z tych miejsc go nie ma. Znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie a trafił tu za sprawą rzeczywiście dość skomplikowanego splotu zdarzeń. Jak pisze Ewa Micke-Broniarek , Matejko swoje wielkie płótna malował będąc świadomym ich przeznaczenia. Powstawały one jako dary albo były kupowane od artysty ze składek społeczeństwa. „Czy jednak o losie «Grunwaldu» miały zadecydować jedynie względy materialne? W pewnym sensie odpowiedzi na to pytanie udziela Marian Gorzkowski [sekretarz Matejki], informując, że artysta sprzedał obraz w tajemnicy (chcąc uprzedzić ewentualną społeczną akcję jego zakupu?), a decydującym argumentem były kwestie finansowe. Z jego relacji wynika ponadto, że Rosenblum od początku nie taił faktu, iż Bitwa pod Grunwaldem jest dlań rodzajem lokaty, która ma przynieść określone zyski”. Z promocyjnego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę. Obraz pokazywany był w Wiedniu, Warszawie, Petersburgu, Berlinie, Lwowie, Bukareszcie i Paryżu. W momencie, gdy przestał przynosić zyski został zakupiony ze składek publicznych do zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. W gmachu „Zachęty” wisiał do końca sierpnia 1939 z przerwą na ewakuację do Moskwy w czasie I wojny światowej. W czasie II wojny był ukryty w Lublinie. Podczas jego ewakuacji zginęło dwóch artystów, Stanisław Ejsmond i Bolesław Surałło-Gajduczeni. W czasie okupacji nikt nie zdradził jego kryjówki, mimo tego że Niemcy oferowali paszport do Szwajcarii za informację o miejscu jego przechowywania. Obraz wyciągnięto z jego ostatniej kryjówki w pobliżu stacji kolejowej w Lublinie i w końcu, tak jak pozostała część zbiorów „Zachęty” , trafił do Muzeum Narodowego w Warszawie.