Pod koniec maja kupiłem "za grosze" dekoracyjne winyle. 10 winyli za 9,99 zł. Jak doszły okazało się, że część jest w dobrym stanie i postanowiłem kupić więcej. Uznałem, że 100 wystarczy. Kupiłem je 3 czerwca. Paczka jednak krążyła gdzieś i dotarła dopiero wczoraj. Kilka winyli dotarło w kawałkach, ale było ich więcej, więc nie reklamowałem.
Szkoda było mi je wyrzucać. Pomyślałem, że mogą ciekawie wyglądać na drzwiach do Muzeum Fuszerki i Złodziejstwa. Zwłaszcza jeśli sklei się je (symbolicznie) srebrną taśmą "do wszystkiego".
Do drzwi kleiłem je przy dźwiękach bułgarskich pieśni. Wczorajsze warsztaty wypełniły szafę. Kilka osób więcej i uczestnicy by się nie pomieścili. Kolejne pewno w lipcu.
Przed warsztatami pobieżnie przejrzałem paczkę. Sporą część zajmują konwersacyjne lekcje z angielskiego, niemieckiego, francuskiego i rosyjskiego. Są dobrej jakości, więc jeszcze nie wiem co z nimi zrobię. Szkoda mi je gdzieś wieszać. Jest trochę winyli zjechanych. Sporo polskiej muzyki z lat 60-tych. Jedna płyta jest z... odgłosami deszczu i piorunami. Jest też paczka 5 płyt z odgłosami ptaków i komentarzem w języku rosyjskim. Czy warto było na to wydać 99,9 zł? Biorąc pod uwagę fakt, że średnio tyle kosztuje jedna płyta z muzyką współczesną to na pewno nie przepłaciłem. Może jeszcze jakieś perły się tam znajdą. A nawet jeśli nie perły to płyty, których spokojnie będzie można słuchać.