Ku granicom senności

Words
650
Reading
3 min
Listen
Play
5y

środa ogarniam bałagan, chyba zbyt nerwowo skupiam się na opisaniu wtorkowego wieczoru (patrz poprzedni wpis ) w końcu gdy chcę wyczłapać na miasto (co prawda nie dogrywam ekipy do CATANA

https://www.rebel.pl/gry-planszowe/catan-osadnicy-z-catanu-21712.html )

co zresztą nie byłoby moim pierwszym wyborem gry, automatyzmem chyba kierowany postanawiam rzucić okiem znów do książko-dzielni, podniesienie kurtki do góry nogami owocuje walnięciem telefonu o podłogę, co doprowadza do sporej ilości stresu frustracji i przekleństw bo od niedawna oswajany / używany telefon traci znów kontakt z kartą sim , w końcu nie mając sił przeklinać zostawiam go w domu ( niedowierzająco trochę że T. zdoła ? nie-zdoła go naprawić ) więc dotarłem rowerem w pierwotnie planowany punkt gubiąc odrobinę złości na rzeczy martwe po drodze , warto było przegrzebać przestrzeń na prądnickiej jedno z pierwszych znalezisk to podręcznik do Warhammera Fantasy (Dark Elves) jak dla mnie skarb , wesoła grupa młodzieży imprezowała na paleto-meblach przy wejściu , zajrzał człowiek szukający książek - o krowach - (sic !!!)

tradycyjnym wciąż lekko automatycznym kursem zahaczyłem o krolestwo@krolestwo

dalej spędziłem wesołe kilka godzin wpierw przeskakując na okręt (dosłownie ku memu zdumieniu stan wody wymagał brodzenia jakoś po kolana ) i skakania przez zewnętrzne barierki wodoteli / wyczerpaliśmy z kapitanem pewien zapas wody właściwie niewiele pamiętam bo kolejne godziny i dnie czerpakowania wody wydają się zlewać w całość (choć warto nadmienić nieocenioną pomoc pomp z akumulatorów w tym słonecznego panela ) jednak po 21 ruszyłem zgodnie z planem na jam session do art cafe teatru Barrakha

właściwie nie wiem zbyt wiele co grano i jak grano skupiony na nader licznych interakcjach i towarzyskim chaosie trudno tu przedstawić szczegóły

ostatecznie odprowadziliśmy koleżankę na autobus i wróciliśmy po rowery co zaowocowało spotkaniem kolejnych znajomych idących na okręty przesiedziałem skutkiem czego do 4tej gadając z Kate i Grześkiem o wszystkim i o niczym po czym zostałem na wachcie (tj próbowałem złapać chwilę snu która okazała się dość krótka )

szum wody o pływak, kilka komarów, nowa przestrzeń przede wszystkim jak zazwyczaj myśli myśli nie dawało spać , gdy ostatecznie przymknąłem oczy pierwszym skaczącym na pokład włamywaczem okazał się kapitan

ruszyłem do sklepu po kawę (której zapomniał zabrać ) i zupki

((kawa była ale zapomniana małą rozpuszczalna w torebeczkach którą dawno temu dostarczyłem na czarną godzinę , odkryta kilka godzin później ))

pokrzepieni zabraliśmy się za odpompowywanie, choć w dość minorowych nastrojach bo kapitan uświadomił mnie że wody na Brzegince przybyło przez noc zdecydowanie zbyt szybko

pompowanie przerwała wizyta spodziewanych urzędniczych stworów z inspekcji wód (czy jak to $^^&##@ się nazywa ) kapitan musiał wyskoczyć do nich z dokumentami na brzeg i po wysłuchaniu chyba 40 minutowego wykładu na temat reszty floty pozostawionej pod Jubilatem otrzymał od nich 300 zł . (mandatu)

mogło niby być gorzej, ja zresztą obserwując sytuację z pokładu na 10 m nie rozumiałem co się dzieje i na ile jest to groźna/niegroźna sytuacja

dużo prac pokładowych pokazał usterkę dookoła studni (prostokąt na tyle pokładu byka w którym jest zanurzony w wodzie silnik ) większą niż sądziliśmy choć o awarii wiadomo już od dawna , na pierwszy ogień uszczelniania poszła owieczka (kawałeczek baraniego futra z zapasu ) dalej taśma izolacyjna wtykana w szparę nożem , dało to pewne efekty

także pewna część elementów statku została wywrócona do góry nogami by pozbyć się grzyba (cichego zabójcy statków ) !

takiej ilości prac pokładowych nie widziałem ani nie dokonałem od czasu znajomości z flotą (poniekąd je inspirując )

w końcu droga powrotna była lustrzanym odbiciem dnia poprzedniego
bardzo zmarnowany brakiem snu pokrzepiłem się Yerbą i herbatą "drży i faluje"(mogę przekręcać nazwę ) w krolestwo@krolestwo

złapałem drugi tom słownika i kilka innych inkunabułów w książko-dzielni i dotoczyłem się spędzajac na szlabanie upojne 10+ minut do domu

telefon znów działa (o Orange ! o obfite źródło internetu ! ) poleżawszy około 20 tej kilka minut stwierdziłem że nie zasnę co potwierdzam pisząc ten rozwlekły ( bo dwa dni obfite w wydarzenia, gdzie nawet pomijam szczegóły ) .

Ku granicom senności | Ecency