O samotności
Wśród pięknych łąk, niedaleko domu moich rodziców mieszka pan, który ma ule. Ma tez on stary, drewniany dom. A w jego sądzie rosną wielkie jabłonie naprzeciw siebie, które jesienią j zimą splatają swoje gałęzie niczym palce. Zimą jest tam cicho i spokojnie. Pszczoły zasypiają, nie słychać ich pracy. Drzewa tracą swoje odzienie, i tylko te gałęzie, które cieniem otulają dom. Jeśli jest słońce, to można zauważyć, ze one nie chcą, żeby dom był samotny.
Bo w przyrodzie nic nie jest samotne. Nawet drzewo, gdzieś w polu, które wydaje się osowiałe. Ono korzenie ma w ziemi, ciagle z niej czerpiąc. A pnie się ciagle ku górze.
O doświadczaniu
Dłonie te kiedyś były doskonale. Smukłe, delikatne. Dłonie pianisty. Rosły wraz z ciałem, oprawione w nowe doświadczenia, ciagle rzeźbione czasem, trudem i pracą. Dłonie te kiedyś nosiły moją mamę. Pielęgnowały starca umierającego. Dłonie te pisały piękne wiersze. Kochały dotyk szorstkiego papieru. Dłonie te nosiły również i mnie. I niosą mnie ciagle dalej.
Dzisiaj te dłonie są piękniejsze. W doskonałość przyodziane czasem.