Biorąc pod uwagę to że czas jest iluzją, nie ma to większego znaczenia kiedy to tak naprawdę było.
Nie mniej jednak dla dzielnych i dociekliwych czytelników:
Czas akcji - Przeszłość
Miejsce akcji - Ścieżka życiowa pokrętna i ciężka do przejścia. Na tyle trudna że bohaterka nie potrafiła sobie poradzić z tłumionymi emocjami i łzami bezradności które przybrały wymiar nie tylko płatków śniegu ale i zasp śnieżnych.
Rozwinięcie - Bohaterka zmagała się sama, może ludzie i widzieli albo nie chcieli widzieć przez co przechodzi. Dlatego co jej zostało to modlitwa. Która zresztą została wysłuchana. A doświadczenie przez które przechodziła najpierw ją rozwaliło potem poskładało. A z czasem nadało nawet znaczenia i sensu.
Zakończenie - Mimo wszystko optymistyczne, niosące jakieś swiatło nadziei że wszystko pocoś się dzieje. Gdy by bohaterka nie szła tą ścieżką, pewnie nie była by w tym miejscu co jest reraz. A skoro wody użyźniają teren to pewnie sieje dobro. :)
RE: Po płatkach