Po płatkach śniegu
szła w słoneczny dzień.
Nagromadzone łzy
zmarznięte od znieczulicy,
skrzypiały pod jej butami.
Nikt nie widział jakie zaspy pokonuje,
nie zastanawiał się co czuje.
On usłyszał jej wołanie,
Światłem stopił mury śnieżne
i wiosnę tknął w serce.
Spływały wody i rozwiązania,
znajdując odpowiednie ujście
i użyźniając napotkany teren.