Leniwa niedziela na przedmieściach Genewy. Za daleko na spacer w góry, za mało czasu przed obiadem na zwiedzanie miasta. Jak z nieba, po drodze spadł mi ogród botaniczny. Uwielbiam ogrody botaniczne! Ale ogród botaniczny na początku lutego? Cóż, zostałem miło zaskoczony! Mimo, że duża część roślin była nieobecna zimą to wiecznozielone iglaki i paprocie zrobiły robotę.
Kilka magicznych zakątków, w których na chwilę można było zapomnieć, że jest zima.
Z ciekawszych roślin można było spotkać imponującą sekwoję olbrzymią, a także owadożerne kapturnice. Nawet biorąc pod uwagę, że mamy bardzo łagodną zimę to te drugie okazują się odporne na zimno bardziej niż przypuszczałem.
Są też pierwsze w tym roku przebiśniegi, a nawet pszczoła.
I szyszki! Ciekawe czy coś wyrośnie.