Ujście Rawy [#12]

Words
710
Reading
4 min
Listen
Play
5y

Imbir i solidne wygrzanie organizmu czynią cuda. Wróciłem też do regularnego picia ziół, lukrecja, płucnica, tymianek, mięta, macierzanka, taki mam zestaw na układ oddechowy. Poczułem się wczoraj na tyle lepiej, że zdecydowałem się na wyprawę, o której myślałem od paru dni.

Co prawda, na wiosnę odkryłem już punkt, w którym Rawa kończy swój bieg, wtedy jednak dotarłem praktycznie na samo miejsce, tym razem chciałem możliwie dużą część trasy przejść bezpośrednio wzdłuż rzeki. W tę drogę wybrałem się więc sam.

Podjechałem tramwajem zaraz za dzielnicę Zawodzie i zszedłem nad Rawę przy jednym z mostów. Już na samym początku moją uwagę zwróciły upiorne strzępy szmat, chusteczek i folii znaczące najwyższy poziom wody, miały mi one towarzyszyć przez resztę trasy.

alt

alt

alt

Chodzenie wzdłuż rzeki ma dla mnie jakiś specyficzny urok. Rzeka była tu wcześniej, nawet po wybetonowaniu całego koryta stanowi ona naturalną przeszkodę i ograniczenie dla rozrostu cywilizacji. Przyjmując więc bieg rzeki za swój kompas trafić można w wiele dzikich i niedostępnych miejsc, o istnieniu których inaczej nie miałbym pojęcia. Ceną jest mozolne przedzieranie się przez często trudny teren.

Tak było i tym razem, z początku szedłem trawiastym wałem, który po kilkuset metrach przerodził się w wygodny, betonowy brzeg. Zaraz obok była ściana. Czułem się jak w kanale.

alt

alt

Beton gdzieniegdzie pokryty był roślinnością, która w ramach sukcesji pierwotnej rozwinęła się na naniesionych osadach rzecznych. Z czasem coraz większą część brzegu pokryta była trawą, pokrzywami, rdestowcem i innymi roślinami zielnymi. Ciekawe widoki i złudne poczucie jakiejś pierwotnej eksploracji wynagradzały trud.

alt

Nie wiem dlaczego u góry były te betonowe legary, utworzył się natomiast bardzo ciekawy efekt wizualny. W tamtym miejscu zielony nasyp był bardzo wąski, każdy krok wymagał uważności i sprawdzenia podłoża. Jeden fałszywy ruch i...JEBS! Ręce w pokrzywach, stopy w ścieku rzece, kępa trawy osunęła się po stromym betonie. Szybko się podciągnąłem i wyskoczyłem dalej. Woda w butach i bąble na dłoniach. Właśnie dlatego poszedłem sam.

Jeszcze kilkadziesiąt metrów i betonowe legary się skończyły.

alt

Dalsza droga była zablokowana przez bujne ostrężyny, przeszkoda nie do pokonania. Nie było wyboru, trzeba było dostać się na górę. Pionowa ściana, po odjęciu nasyp6 wciąż miała 2m wysokości. Nie bardzo było się czego złapać u góry, tylko samotne drzewo opuszczające kilka gałęzi do betonowego koryta.

alt

Znalazłem dwa niezamieszkałe otwory i wetknąłem w nie trochę grubsze patyki, plecak wrzuciłem na górę i z pomocą gałęzi wdrapałem się na ścianę, po drodze uderzyłem się jeszcze kolanem o krawędź ściany i musiałem chwilę poleżeć w liściach. Uważny obserwator na poniższym zdjęciu zauważy moją "drabinę".

alt

Niestety, przejście u góry też było zarośnięte kolczastymi krzaczorami. Nie było wyboru, musiałem przedostać się na drugą stronę Rawy. Betonowe belki miały około 20cm szerokości, więcej niż krawężnik, ale wciąż za mało abym czuł się bezpiecznie przy przejściu, tym bardziej w mokrych butach i ze stłuczonym kolanem. Trzeba było nie rezygnować z jogi.

alt

Po dłuższym namyśle i rozważeniu swoich opcji zdecydowałem się na przeprawę na siedząco. Powrót nie wchodził w rachubę. Mozolne przesuwanie pośladków po 2cm siedząc okrakiem na belce, wciąż był pewien stresik, ale czułem, że ryzyko upadku jest dużo mniejsze.

Zajęło mi to może nawet 5min, ale przedostałem się na drugą stronę, najtrudniejsza część trasy była już za mną, dalej teren był dość prosty, a już niedaleko nawet dość cywilizowany.

alt

alt

alt

alt

Parę kilometrów względnie prostej drogi nabrzeżem, znane tereny widziane z nowej perspektywy i w końcu dotarłem do ujścia Rawy do Brynicy. Odmienne kolory wody w dwóch rzekach od razu rzucają się w oczy.

alt

Chwila nacieszenia się dotarciem do celu i poszedłem w dół Brynicy, kilkaset metrów dalej zobaczyłem jak ta wpada do Przemszy na pograniczu Mysłowic i Sosnowca.

alt

Okolice te miałem okazję poznać wcześniej przez samochodowe okno, wiedziałem więc gdzie iść, aby wrócić do domu. Skierowałem się w stronę Mysłowic. Jeszcze parę kilometrów. Zdecydowałem się na skrót przez jakieś zdziczałe tereny poprzemysłowe.

alt

Po jakimś czasie moim oczom ukazała się tajemnicza betonowa konstrukcja. Taki już urok Górnego Śląska.

alt

Okazało się, że był to opuszczony obóz treningowy dla ludzi chcących przejść nad Rawą. Kto by pomyślał?!

alt

alt

Po drodze zaraportowałem kilka dużych wysypisk śmieci przy pomocy aplikacji TrashOut. Jeśli też macie skłonności do łazikowania, to polecam, udokumentowanie śmieci to pierwszy krok do tego, żeby zniknęły z natury.

alt

alt

alt

Śnieguliczka. Pozdrawiam!

alt

This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io


07/11/2021
22552
Walking

Ujście Rawy [#12] | Ecency