Wczoraj dzień jak codzień w robocie. Było więcej roboty niż ostatnio. Nie tak jak za najlepszych czasów, ale chyba kryzys się skończył. Jak wróciłem z roboty do domu, to miałem na liczniku 20800 kroków, czyli więcej niż we wtorek, gdyż nie przekroczyłem 20k, a byłem blisko.
Po południu byłem na zakupach w Kauflandzie i widocznie ludzie mają w dupie ten SARS Cov-2 (o ile on istnieje) i ja też powoli zaczynam mieć to w dupie, ale jeszcze chodzę w maseczce. Ludzie zaczynają się zachowywać jak w lutym, tak jak jeszcze do nas to cholerstwo (o ile to nie wymysł) nie przyszło. Ludzie coraz częściej chodzą bez masek, albo z maskami pod nosem, rękawiczek jednorazowych prawie nikt nie używa (oprócz mnie, kasjerek i jednej babki która też robiła zakupy). Znowu się zaczyna stanie "na plecach" poprzedniej osoby, co mnie bardzo WKURWIA. A ja kulturalnie 2 metry za poprzednią osobą i wywalone. Niestety za mną stał jakiś czterooki pinglarz z hilajnogą w kolejce do kasy i jak mi przyfasolił tym diabelskim pojazdem w nogę. Myślałem, że jak mu wezmę tą hulajnnogę i mu nią przypierdolę. Ale "kulturalnie" zwróciłem mu uwagę o odstępach i że nie życzę sobie jak ktoś, jeszcze bez maseczki, stoi za mną bliżej niż 2 metry. Widzę, że kasjerki mają wywalone, już nie zwracają uwagi jak w marcu jak to przyszło do Polski. Wtedy podszedłeś za wcześnie do kasy i była zjeba, chociaż poprzedni klient był 3 metry przed. A teraz to wyjebane. Bezmadkowcom nie zwrócą uwagi, bo po co.
Naprawdę chciałbym żeby przyrost zachorowań dziennych skoczył przynajmniej do 1000. Nie mówię o takich kwotach jak w USA czy Brazylii, ale może ludzie w końcu się obudzą. Nie wiem czy wszyscy się orientują, ale zaczęła się druga fala tego syfu. Hiszpania i Izrael z tym się zmagają, a dobra nieważne.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io