Dzisiaj w pracy mieliśmy trochę lżejszy dzień niż wczoraj, ale też było trochę chodzenia. Od dawna nie miałem na koniec dniówki ponad 20 k kroków. Rano jak przyszedłem do pracy to już miałem 6k kroków.
Po południu chodził ksiądz po kolędzie. Jak ja tego nienawidzę, ale byłem przygotowany. Nawet wziąłem płyty z kolędami. ;)
To był Sajgon, nie wiem jak ja z tego wyszedłem cało.
Wieczorem poszedłem do sklepu bo w sobotę i w niedzielę do roboty. Trudno. Jestem przemęczony, ale pieniądze same się nie zarobią.