Anime raczej zalicza się do tych luźniejszych, które oglądamy z przymrożeniem oka. Ostatnie określenie idealnie opisuje sposób, w którym widz interpretuje logikę świata i wątki fabularne Baki. Ale od początku. Jest to w pewien sposób kontynuacja serii Baki(2018). Główny bohater, Baki Hanma, jest synem najsilniejszej istoty na planecie, Yujiro Hanmy. Jego celem jest pokonanie własnego staruszka w walce. Aby tego dokonać musi stoczyć walki z innymi, również potężnymi istotami.
Anime zaczyna się od sytuacji, w której młody chłopak przegrał zakład ze swoimi kolegami. Karą było wyzwanie najsilniejszej osoby w wybranej przez chłopaków szkoły. Pech chciał, że to właśnie Baki tam uczęszczał. Niestety Bakiego nie było w szkole, ale na prośbę młodzieńca szkolni łobuzy zaaranżowali pojedynek. Zjawił i się on, młody Hanma. Dziecko również dopełnił obietnicę. Czuł jednak, że pomimo posiadanego noża nadal dzieli ich przepaść. Pojedynek trwał krótko. Baki klepnął chłopaka w pośladki tak mocno, że wywalił chłopaka do rzeki.
Tak się zaczęła ich przyjaźń. Baki pokazał chłopakowi, że dzięki wyobrażonemu przeciwnikowi można lepiej trenować, niż z innym przeciętnym człowiekiem. Tak dochodzimy do momentu, w którym Baki przyprowadza swojego nowego przyjaciela do własnego domu i pokazuje potężnego przeciwnika.
To była zwykła modliszka. Nie byle jaka, bo wyobrażona. Po ledwo wygranym starciu z wyobrażoną modliszką przyszedł czas na kogoś silniejszego. Baki postanawia pojechać do więzienia w Stanach Zjednoczonych, w którym przebywa Biscuit Oliva, najsilniejszy mężczyzna w USA. Aby trafić do więzienia, 18 letni wojownik porywa prezydenta USA w tym samym miejscu, co został postrzelony John F. Kennedy. Warunki okupu były jasne - więzienie i 10 dolarów, bo akurat zabrał prezydenta do kawiarni i trzeba było zapłacić za kawę.
Biscuit Oliva to jedyny wyzwolony więzień. Może z niego wyjść kiedy chce z prostego powodu. Jego siła jest porównywalna do wojska USA. Tak już jest w tym świecie. I siła nie oznacza, że on ma jakieś wojsko. To czysta siła mięśni.
Najlepsze w tej serii jest logika. Tutaj to normalne, że pięść może zatrzymać trzęsienie ziemi, lub mężczyzna staje się najsilniejszy po stosunku z kobietą. Ważne jest przywyknięcie do tego świata i sposobu walk, a jest to wisienka na torcie. Oni nie tylko walczą zwykłymi sztukami walki. Jeżeli pomyślą, że są dinozaurami, to kurde są i mogą wtedy zjeść przeciwnika swoimi mięśniami. Można poznać wiele stylów, takich jak:
- trująca pięść
- walka z wbudowanymi nożami w ciele
- pięść zabierająca tlen
I wiele innych. Wymienione style można ujrzeć w Baki(2018), co gorąco polecam. Podoba mi się ten cały byt logiki, a raczej jego brak. Ma to swój klimacik i nigdy nie wiemy co się wydarzy podczas walki, a zwrotów akcji naprawdę jest dużo. Jest ogrom zaskoczeń, również fabularnych. Jeżeli ktoś lubi walki w anime to może się odnaleźć w tej produkcji. Te anime zazwyczaj służyło mi do oglądania podczas jedzonka. Tak jakoś przyjemniej się je jak się ostro naparzają. Ogólne odczucia są miłe.
Animacja stoi na zadowalającym poziomie. Kreska jest bardzo charakterystyczna dla tej serii. Możemy dojrzeć ogrom szczegółów mięśni i jest to bardzo używane w tej serii. Walki są natomiast bez żadnego ładu i
strasznie szybkie. Ma to jednak jakiekolwiek uzasadnienie. Bohaterowie są w końcu szybsi od nabojów karabinu.
Przed oswojeniem się z serią Baki(2018) oraz Baki Hanma zalecam poznanie się z Kengan Ashura. Jest to podobne anime do wyżej wymienionych, może nawet trochę lepsze. Idealnie może wprowadzić widza do takich klimatów, szczególnie kiedy nie miał wcześniejszych doświadczeń. Wszystkie serie są dostępne na Netflixie. Poniżej daję trailer. Do następnego. ;)