Ten dzień jak i w sumie cały weekend można zaliczyć do najgorszych weekendów ostatniego ćwierćwiecza. Wspominałem o chorobie córki, że mieliśmy nie przespaną noc, na dodatek te choróbsko przeszło najpierw na mnie, a teraz na moją żonę. Co to za choroba? Mówi się na nią grypa żołądkowa czy tam jelitowa, jak zwał tak zwał. W każdym razie córce już zaczęło przechodzić (co najważniejsze), ale dzisiaj koło 10:00 po spacerze z psem zaczął mnie boleć brzuch, myślałem, że zjadłem coś za tłusto, ale z każdą godziną było gorzej. Skończyło się oczywiście częstym siedzeniem w toalecie i w sumie nawet klęczeniem, chociaż nie - jeszcze się to nie skończyło, ale ta choroba wyniszcza strasznie człowieka i stąd chciałbym wszystkich ostrzec, że zaczął się sezon na tego typu choroby. Prawdopodobnie tę grypę przyprowadziła ze sobą córka z przedszkola.
Oczywiście darujemy sobie pójście jutro do przedszkola i będziemy musieli pójść do lekarza, ale niestety wielu rodziców posyła swoje chore dziecko, a od tego zarażają się inne dzieci i jak widać rodzice również.
Dzisiejsze kroki zrobiłem jedynie przy spacerze z psem, chociaż pewnie Actifit policzył również kroki w domu, z telefonem. W każdym razie nawet 5k nie ma, ale tego się nie przeskoczy.
Na przyszły tydzień, życzę wszystkim zdrowia, bo jesień, choć piękna, przynosi często kiepskie i mało zabawne niespodzianki.