Trywializowanie mam na myśli np. takie podejście, że jak ktoś się nawali na imprezie w trupa to hahaha jest to takie zabawne. Nie neguję samego zażywania używek, daleka jestem od poglądu, że skoro ja mam problem to świat powinien się z używek oczyścić całkowicie, ale wiesz o co chodzi. Jest po prostu społeczne przyzwolenie na nadużywanie i to mnie tak drażni. Podobnie jest ze zjawiskiem kiedy dzieciaki zaczynają swoje pierwsze podrygi z używkami. Rodzicom nie zapala się czerwona lampka, że to może być i prawdopodobnie będzie złożony problem tylko jebnąć szlaban i elo. Picie alkoholu przy dzieciach, piwka do obiadu, piwko wieczorem na sen. Jest po prostu u nas tego alkoholu i innych używek za dużo. Pamiętam jak X jak temu byłam pierwszy raz w życiu w Niemczech i nie mogłam pojąć, że ludzie mogą pić publicznie. Siedzi sobie ziomek a parku na kocyku i popija piwo i jest okej. U nas wiadomo jak to się kończy i wiem to z własnego podwórka, bo mamy w mieście strefę, gdzie można legalnie ten alkohol spożywać na świeżym powietrzu. Jako społeczeństwo uważam, że nie dojrzeliśmy do tego, żeby odpowiedzialnie operować używkami, po prostu.
Te promocje na alkohol to już w ogóle.. Ogólnie dostępność alkoholu jest porażająca. Pół litra za 10 zł czy coś koło tego ostatnio była promocja. Przecież to jest zbrodnia przeciwko wszystkim kampaniom antyuzależnieniowym.
RE: Column - Should Requiem for a Dream be school reading? / Felieton - Czy Requiem dla Snu powinien być lekturą szkolną?