Dobry wieczór.
Mój eksperyment z odstawieniem tego leku się powiódł. Dzisiaj w nocy żadnych psychoz. Żadnych!!! Pospałam bardzo przyjemnie. Włączyłam sobie do snu szum deszczu i bardzo przyjemnie to na mnie podziałało. Nawet jak się budziłam, łaziłam po chacie i wracałam do łóżka to ten szum działał na mnie bardzo kojąco i usypiałam. I co najważniejsze: nie działał na mnie moczopędnie. Można śmiało powiedzieć, że dobrze spałam, a w porównaniu do ostatnich nocy to powiedziałabym nawet, że wręcz zajebiście.
Obudziłam się pełna szczęście. Nadal przepełnia mnie ból, smutek, depresja, mrok, ale fakt, że trochę pospałam wlał dużo ciepła w moje serce, a potem jeszcze zobaczyłam na telefonie to:
600 dni. Czy Wy to widzicie? Ja, która ciągle łamała abstynencję, która piła od dziecka, piła śmiertelnie, nikt z Was by nie przeżył, gdyby wypił tyle co ja, ja jestem trzeźwa 600 dni. 600 dni wolności od alkoholu i hazardu. Szczerze? Złapało mnie trochę wzruszenie, bo wiem ile pracy włożyłam w to, wiem ile mnie to kosztowało, ale też ile benefitów z tego mam: zdrowie, szczęście, miłość bliskich, czas dla bliskich i mogłabym tak wymieniać bez końca. Kocham być trzeźwa. Totalnie kocham i zrobię wszystko, by to utrzymać.
Źródło: fotografia własna
Poranek spoko. Zjadłam na śniadanie płatki czekoladowe, bo miałam mleko i jakoś muszę je zużyć, a że miałam czekoladowe płatki to zajadałam się tak, że aż mi się uszy trzęsły. Wyprowadziłam psa i pojechałam do przyjaciółki. Motyw był taki, że wzięłam na siebie jej auto. Ona nie może mieć na siebie zarejestrowanego samochodu, więc postanowiłam pomóc. Pojechałyśmy do wydziału komunikacji i czekałyśmy 2h, ale nie miałam z tym problemu, ponieważ jak weszłam to obsługiwała mnie tak serdeczna i przesympatyczna pani, że jakoś nie umiałam się denerwować. Naprawdę. Uśmiech, pomoc w wypełnieniu dokumentów, serdeczność, no naprawdę byłam oczarowana. Jakbym była lesbijką to chciałabym się z tą panią umówić. Potem skarbówka, żeby rozliczyć PCC i tam już sympatycznie nie było, bo trafiłam w okienku na pana gbura, ale no nic, trzeba to zrobić. Jeszcze potem poszłyśmy na pocztę, żeby ten podatek opłacić i tam to już była jazda bez trzymanki. Dostałam do wypisania kwitek i wypełniłam go nieprawidłowo, po prostu, jestem człowiekiem, nie robię tego na co dzień i się pomyliłam i o kurwa jaki baba w okienku miała o to problem. Ale no dobra, wypełnione, zapłacone nara. A potem przyjaciółka w ramach podziękowania zaproponowała, że pójdziemy coś zjeść i padło na Maczka. I przyznaję się bez bicia, że go pochłonęłam, ale nie ma źle, tylko o 300 kcal przekroczyłam dzisiejsze zapotrzebowanie, więc myślę, że bez lipy.
Wróciłam do domu zmęczona. Jakoś mnie wyczerpał ten dzień. Pogadałam chwilę z koleżanką przez telefon i utonęłam w objęciach fotela. Nie chciało mi się nic, więc siedziałam i bezwiednie pisałam z kolegą, którego niedawno poznałam i klikałam w Ogame. Nic mi się totalnie nie chciało. Mojemu psiakowi również:
Źródło: fotografia własna
Gdy sobie tak beztrosko siedziałam i nic nie robiłam to mi się przypomniało, że przecież ostatnio poszalałam w Carrefourze na promocji bananów i miałam owe banany zamrozić, żeby się nie zmarnowały. Szybko poleciałam do lodówki i na szczęście jeszcze były dobre, więc przystąpiłam do procesu mrożenia. Bawiłam się wybornie:
Źródło: fotografia własna
No i dzień zleciał nawet nie wiadomo kiedy. Jutro mam kontrolę u psychiatry i rozważam czy się jej przyznać do tego, że na własną rękę z dnia na dzień odstawiłam jeden z leków. Wiem, że tak nie wolno robić i już raz mi o to zwróciła uwagę, bo tak zrobiłam i nie chcę znowu na ten temat słuchać dlatego bardziej skłaniam się ku temu, żeby jej powiedzieć, że domagam się zmiany leku, bo źle się czuję. Po prostu. Mam też takie poczucie, że jakbym ją rozczarowała? Bo przecież mnie prosiła, żebym z dnia na dzień nie odstawiała żadnego leku tylko najwyżej schodzić z dawki i wykreowałam sama w sobie zupełnie niepotrzebne poczucie winy. Dlatego chyba ją okłamię i tyle.
Lecę sobie klikać dalej. Moje żywienie dzisiaj to płatki śniadaniowe z mlekiem + Big Mac + frytki + McFlurry. Nawet tego nie rozpisuję, bo wiadomo. Od jutra powrót do czystej michy.
Do jutra.