Dziennik #144/2026 - nicość

Words
228
Reading
2 min
5h
Listen to this post
~2 min

temperatesage-forest-4395986_1920.jpg

Źródło: Pixabay


Szarpie mnie. Strasznie. Jestem w depresji kompletnej, gdy kładę się spać modlę się o to, żeby się nie obudzić. Bo może tym razem się uda. Niemniej jednak nadmiar emocji w ostatnim czasie zaczyna mi podbijać hipo. Nie wiem, tak czuję. Biorę leki, uczestniczę w terapii, nie mam poczucia, żeby to cokolwiek dawało. Ale pewnie jest coś, czego nie widzę i jest super..

Mogę się napierdalać z całym światem. Nie lubię tego, ale mogę. Jednak też nie jestem typem "one man army", a tak jest od jakiegoś czasu i siada mi psycha, ale ok. Ja nie wiem, ja się nie znam, mnie trzeba opierdolić, zgruzować, zrównać z ziemią. Nie przytulić, nie wesprzeć, nie wysłuchać - zgruzować, dojebać i wprowadzić pełną musztrę. No i ok.

Fizycznie jest bardzo źle. Od kilku dni bardzo mi się pogarszało. Bardzo.. Wczoraj nie mogłam sobie poradzić już z wieloma rzeczami, nie chce mi się ich rozwijać i wypiłam 3 piwa. Nie widzę korelacji między moim wybrykiem, a zdrowiem jednak faktem jest, że od nocy umieram. Boli mnie całe ciało, niby nerki, ale promieniuje mi już na wszystko niemalże. Rana, której się nabawiłam ostatnio zaczęła się jątrzyć. Mam gorączkę bardzo wysoką. No ogólnie CHUJ - DO - DUPY. Nie mojej, bo nie lubię.

Nie wiem co mam robić. Jebać mnie, bo ja sił już nie mam, żeby się jebać z tym światem.