Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Robiłam głupie rzeczy przez co poszłam spać po północy. O czwartej wyskoczyłam z łóżka z energią jak po kokainie. Świat był jakiś zbyt wyrazisty, kolorowy, słuch zbyt wyostrzony, wzrok zbyt czuły na wszystko, wrażliwość dotykowa wyjebana ponad skalę. Branie prysznica nudne, śniadanie wyjebane, bo mam nadmiar energii i mocy, spacer z psem nuda, jazda autem na granicy rozjebania się i jak otwierałam firmę to nagle mnie oświeciło, że chyba rozkręca się hipomania albo już trwa, nie wiem i daj Boże, żeby tylko to. Wyjebane.
W pracy mega. Było tyle roboty, że byłam totalnie w swoim żywiole. Wpadłam w dziwny stan, bo z jednej strony byłam zmęczona, bo prawie nie śpię ostatnie noce, ale z drugiej strony moje pobudzenie sięgało zenitu. Ot życie moje w pigułce. Odjebałam dzisiaj tak dobrą robotę, że nawet z Warszawy przyszła pochwała. Kocham swoją pracę, kocham swoje życie, gdy mogę szaleć w pracy.
Wróciłam do domu nakręcona jak diabli i próbowałam się wyciszyć. Walnęłam się w fotelu i fazowałam przy muzyce, ale nie za bardzo to pomogło. W sensie bawiłam się przednio, bo to moja ulubiona forma spędzania czasu solo, ale roznosi mnie. Tęsknię za tym chujem, uczucia zamiast słabnąć rosną i tylko się wkurwiam, a jeszcze zaczynają mi się rozkręcać stany emocjonalne, których ja generalnie poskromić nie umiem. Czy chcę to już inna sprawa.
Wieczorem walnęłam się z książką do łóżka, ale no nie. Przeczytałam kilkanaście stron, ale energia jest zbyt duża. No cóż.. Niech się dzieje, ahoj przygodo.
Do jutra.