[PL/ENG] Ślōnskie straszki i maszkary / DailyBlog: 30.10.2026

Words
916
Reading
5 min
4h
Listen to this post
~6 min

Dzisiaj będzie dużo zdjęć, bo piątek obfitował w wydarzenia.
Najpierw, podczas home office, ustrzeliłam dwie fotki tego samego kadru, ale przy innym świetle. Zachwyca mnie ten żywy obraz za oknem. Wiem, że prędzej czy później on zniknie, i będą bloki ;p i że będzie to raczej prędzej, niż później. Póki co uwielbiam zawiesić wzrok w oddali i patrzeć na tę grę światła i cienia.

Today there will be a lot of photos, because Friday was packed with events. First, during home office, I snapped two shots of the exact same frame, but in different lighting. I am captivated by that lively view outside the window. I know that sooner or later it will disappear and there will be blocks of flats ;p, and that it's likely to be sooner rather than later. For now, I love resting my eyes on the distance and watching that play of light and shadow.

Po pracy zgarnęłam dzieci i wybraliśmy się do Miejskiego Domu Kultury na Śląskie Halloween. Kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, a tu się okazało to mega sympatyczne wydarzenie dla dzieci. Najpierw było Kamishibai - japoński teatrzyk obrazkowy. Ale nie byle jaki, bo o ślōnskich straszkach. Poczułam powrót do przeszłości i miłe łaskotanie wspomnień, bo w czasach licealnych brałam udział w klubie animatorów w MDK Południe w Piotrowicach - i heksa, która prowadziła wczorajsze wystąpienie, była tą moją prowadzącą animatorką sprzed lat. Niewiele się zmieniła, wyśmienita dykcja i naprawdę świetnie to prowadziła.

After work, I picked up the kids and we headed to the Community Culture Center for Silesian Halloween. I had completely no idea what to expect, and it turned out to be a super nice event for kids. First, there was Kamishibai—a Japanese picture theater. But not just any, mind you, about Silesian spooks. I felt a throwback to the past and a pleasant tickle of memories, because back in high school I took part in an animator club at the MDK Południe in Piotrowice—and the heksa who led yesterday's presentation was that same animator leader of mine from years ago. She hasn't changed much, excellent diction, and she ran it really well.

Potem były gry i zabawy jako przerywnik, a potem - teatrzyk kukiełkowy, i to z udziałem dzieci.

Afterwards, there were games and activities as a break, and then—a puppet theater, and what's more, featuring the kids.

Najlepsze było na deser, bo były warsztaty robienia własnych Beboków. I zrobiliśmy, a jakże.

The best was saved for dessert, because there was a workshop on making your own Beboks. And we made them, naturally.

MDK jest nieopodal restauracji Sushi, a dzieci już czas jakiś pytały, kiedy pójdziemy spróbować. Ja za sushi nie przepadam, ale zjem, oni jeszcze nie mieli okazji spróbować, więc na wszelki wypadek wzięliśmy im też frytki. Może nie był to najlepszy traf kulinarny, ale zawsze coś innego i przeprzyjemnie spędzony wieczór.

The Culture Center is right near a sushi restaurant, and the kids had been asking for some time when we would go try it. I'm not a big fan of sushi, but I'll eat it; they hadn't had the chance to try it yet, so just in case, we also got them some fries. It might not have been the best culinary hit, but it was something different and a thoroughly pleasant evening spent together.

No i bonus: o ślonskich straszkach i maszkarach słów kilka. Po ślonsku, nie będę tego tłumaczyć. Stworzone przy delikatnym udziale ai.

And a bonus: a few words about Silesian spooks and monsters. In Silesian, I won't translate this. Created with the slight participation of AI.

Ślōnskie straszki i maszkary

Na naszym starym, dobrym Ślōnsku to dycki bele co mogło czowieka nastraszyć, jak ino wieczoż zapadał, a mroki skradały sie pod huba. Nasze starki i elfy z niysamowitōm ciekawościōm opowiadały bajtle przy piecu ô rozmaitych maszkarach, kere lękały niejednego huncwota.

  1. Topielec To je taki typ, co to sie zatopił w zatłoczonym stawie, rzece albo we Wrześnioku i potym ciōngł do wody każdego, fto sie za blisko brzegu przyblizył. Szoł go poznać po tym, ze z tyj głowy ciekła mu woda, a ôczy mioł wielke jak spodki. Jak idziesz nad wode, to bacz bacznie, coby cie nikt za nogi nie pociōngł!

  2. Połednica To bōła baba, co to w samo połednie, jak słōnce najmocniyj prażyło, lazła na pole i szukała fto by robota zaprzepaścił albo sie lenił. Jak kogoś zastała, to go mógła na dech wykończyć albo sprowadzić na niego gorōnczke i gupie myśli. Bestuż w samo połednie starsi ludźi gōrali: „Siedź w doma, a nie po polu sie włóczysz!”.

  3. Utopiec (lub Wodnik) Inkszo wersja topielca, ale z reguły stacjonowała we młynie. Godali, ze młynarz musowoł z nim trzymać dobrze, bo jak nie, to mu koło młyńske połamie albo mōnke w popiół obrōci.

  4. Klubnik (lub Skarbnik) To je król wszystkich sztolni i grub. Prawdziwy ślōnski duch gwarek! Mieszka pod ziymiōm, tam kaj czorne złoto (wōngiel). Fto go uszanuje i w pyrtku sie nie stawia, temu pomogła fura szczynścia. Ale jak ftoś klął na grubie albo wchodził mu w paradę – uuu, obrócił sie na niego i po ptokach, mogło zasypać chodnik.

  5. Heksa To je staro baba, fto mōwiyła w zły spōsōb, znała sie na ziołach, leczyła ludzi albo... psuła krowom mleko. Ludzie gōrali, że potrafiła sie przemienić w kotka, wrobla albo zajōnca, coby podglądać sąsiadōw. Jak ftoś w okolicy zachorował bez przyczyny albo masło w masielnicy nie chwiało sie ubić, to zarozki szukali winy u heksy. Dziś to tyż po prostu charakterna, niezależna baba, ale kiedyś straszyła niemiłosiernie!