Kartka Z Kalendarza 06.06.2026 - Jezioro Szczyrbskie, Chata Pod Soliskiem i Skrajne Solisko

Words
1086
Reading
5 min
Listen
Play
4M

Mamy za sobą bardzo intensywny dzień. Udało nam się w końcu wybrać w Tatry po dwóch poprzednich dniach niepowodzeń spowodowanych niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Planów na różne wędrówki mieliśmy wiele. Zaczęło się od tego, że chcieliśmy ponownie odwiedzić schronisko Terego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich. Mieliśmy nierozliczone rachunki z tym miejscem i nadal mamy. Ostatnim razem nie udało nam się zobaczyć całej doliny i wszystkich pięciu stawów. Z tego jednak zrezygnowaliśmy, chcąc zobaczyć coś całkiem nowego. I tak kilka różnych schronisk przewijało się w planach, aż w końcu zdecydowaliśmy się na jedno konkretne, Chatę pod Soliskiem, a dalej na szczyt położony bezpośrednio ponad schroniskiem, czyli Skrajne Solisko.

Wybór na Tatry Słowackie padł z bardzo konkretnej przyczyny, długi weekend w Polsce. Jestem niemal pewny, że polskie Tatry tego weekendu pękały w szwach od turystów. Zresztą tam jest zawsze tłoczno w sezonie. W Tatrach słowackich wygląda to nieco inaczej. Nasi sąsiedzi nie dość, że przygarnęli zdecydowanie większą część powierzchni całych Tatr, to ogólnie posiadają masę cudownych pasm i tam turystyka górska rozkłada się znacznie bardziej na większym obszarze. To moje osobiste zdanie na ten temat, ale myślę, że nie jest wyssane z palca.

Dodam jeszcze, że ponad połowa osób, które spotkaliśmy na szlaku dzisiaj, była z Polski, a słowackiego języka zbyt dużo nie słyszeliśmy. Być może Słowacy są mniej rozmowni na szlaku i po prostu się nie odzywają? W ciszy i zadumie łączą się z naturą? Może coś w tym jest, ale ręki sobie uciąć za to nie dam.

Nasza dzisiejsza wędrówka rozpoczęła się nad Jeziorem Szczyrbskim. Samo jezioro, oprócz tego, że jest atrakcją samą w sobie, jest również świetną bazą wypadową w Tatry Wysokie, w tym na Rysy. I jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już w lipcu z tego miejsca będziemy chcieli najwyższy szczyt Polski w końcu zdobyć.

W pobliżu jeziora znajduje się sporo parkingów, a ich ceny oscylują w granicach od 10 do bodajże 12 euro za cały dzień postoju, co w połączeniu z darmowym wstępem do słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego (w Polsce jest płatny) jest dość kuszącą alternatywą.

Z parkingu skierowaliśmy się na szlak niebieski, który początkowo wiedzie przez zabudowania przy jeziorze. Są to przeróżne lokale gastronomiczne i hotele. Ogólnie obiekty głównie turystyczne.

Następnie szlak prowadzi przez dłuższy odcinek przy samym jeziorze z Tatrami w tle.

alt

Niemal natychmiast po dojściu do jeziora naszym oczom ukazał się cel podróży. Na pierwszym z powyższych trzech zdjęć, w centrum kadru, wznosi się szczyt otoczony mgłą. To właśnie Skrajne Solisko. Miałem mieszane odczucia, kiedy to zobaczyłem. Pozornie wydawało się blisko, ale nie chciałem ulec złudzeniu, że będzie to krótka i lekka wędrówka. I dobrze, że zachowałem dystans do... dystansu, bo mimo że nie jest to wybitnie długi szlak, to jednak jest męczący i wymaga pewnego wysiłku. Pełne zrelaksowanie i brak skupienia się choć w najmniejszym stopniu na odpowiednim rozkładzie sił w trakcie trekkingu nie byłby najlepszym pomysłem, zwłaszcza że mieliśmy już w nogach wyprawę sprzed dwóch dni.

alt

Po przejściu odcinka wzdłuż linii brzegowej jeziora, która wiedzie ścieżką asfaltową, szlak skręca w las i biegnie niemal idealnie w linii prostej aż do samego schroniska. Z tego też względu jest to najkrótsza możliwa opcja dojścia do celu. Jest też bardziej wymagająca. Często szlaki są poprowadzone zakosami i łukami, aby zminimalizować nachylenie terenu. Tutaj każdą stromiznę trzeba niestety przeciąć pod prąd.

Pierwsza część ostatniej, ale długiej prostej wiedzie przez las i jest wyłożona kamieniami leżącymi płasko lub w formie stopni. Wyjątkowo dobrze szło nam się po tych kamiennych stopniach.

)

Następnie las się otwiera, pojawiają się widoki i bardziej otwarta przestrzeń, po czym ponownie wchodzimy do lasu na wąską ścieżkę.

Kiedy po raz drugi wyszliśmy z lasu, widzieliśmy już Skrajne Solisko i miejsce, gdzie kończy się kolejka krzesełkowa, która kursuje do schroniska i jest alternatywą dla pieszej wędrówki. Wydawało się, że jeszcze chwila i dotrzemy do Chaty. Nic bardziej mylnego. Szlak przeradza się tu w szeroką drogę gruntową. Nie ma już kamiennych stopni, tylko zbita ziemia pod nogami z kilkoma stromiznami. Szło się tym odcinkiem fatalnie. Mimo że dalsze podejście na Solisko jest teoretycznie fizycznie i technicznie trudniejsze, to ten odcinek zdecydowanie najbardziej dał w kość. Zarówno przy wchodzeniu, jak i przy powrocie.

W końcu jednak dotarliśmy do schroniska. Usiedliśmy na chwilę w środku i wypiliśmy kawę, a później zjedliśmy własny posiłek na zewnątrz. Według informacji, które zdobyliśmy, nie można jeść własnych posiłków w środku. Jedynie zamówione na miejscu. Po odpoczynku przyszedł czas na Skrajne Solisko.

Wyjście na szczyt wymaga uwagi i skupienia. Szlak cały czas prowadzi po kamiennych schodach lub jest wytyczony przez skały i głazy pokrywające stok. Jest też zdecydowanie stromo i w niektórych miejscach chwila nieuwagi może skończyć się poważną kontuzją. Trzeba też uważać na ewentualne spadające kamienie zrzucone przez innych wędrowców. Widzieliśmy sytuację, w której ktoś zrzucił sporych rozmiarów kamień. Dobrze, że nikt nie stał na jego drodze.

W dalszym ciągu nie jest to jednak szlak, na którym początkujący górołaz by sobie nie poradził. Spotykaliśmy rodziny z dziećmi, więc nie jest to szkoła przetrwania. Uczulam jednak, że zachowanie ostrożności nie zaszkodzi, a jest wręcz wskazane.

Widoki są rewelacyjne, a podejście do krawędzi momentami zapiera dech w piersiach i może być też, delikatnie mówiąc, stresujące. Nieco więcej zobaczycie na zdjęciach w tematycznych postach w przyszłości, kiedy ogarnę materiał z aparatu.

To, co zobaczyliśmy w okolicach szczytu, absolutnie nas oczarowało. Prawdziwie wysokogórski krajobraz Tatr Wysokich ze zjawiskowymi szczytami, przepaściami, głębokimi dolinami oraz ostrymi graniami i turniami. Osobiście się zakochałem. Szczególnie w widoku na kolejny szczyt w grupie Soliska, ale o tym również w przyszłości, kiedy zbiorę informacje o całym obszarze. Dzisiaj czysta relacja z wyprawy w ramach dziennika.

Droga powrotna prowadziła dokładnie tą samą trasą, choć jest jeszcze opcja zejścia szlakiem żółtym lub czerwonym, ale prawdę mówiąc, nie chcieliśmy kombinować. Znaliśmy już szlak niebieski, a nasze nogi dostały solidny zastrzyk wysiłku i nie chcieliśmy ich narażać na nieznane alternatywy. Zwłaszcza że nie sprawdziłem wcześniej opcji wędrówki tamtymi dwoma szlakami.

Po dotarciu nad jezioro zjedliśmy obiad nieopodal parkingu, a następnie wyruszyliśmy zaliczyć kolejne miejsce z planu wycieczki. Czy ktoś słyszał o czerwonych koniczynach?

Absolutny hit tegorocznego sezonu wiosennego, czyli pola koniczyny inkarnatki pod Tatrami. Niestety spóźniliśmy się i trafiliśmy na moment, w którym kwiaty tej rośliny w zdecydowanej większości już przekwitły. Trochę szkoda, ale i tak cieszy fakt, że udało nam się zakosztować choć namiastki tego hitu.

Na tym zakończyliśmy podróż. Sam trekking na szczyt i z powrotem zajął nam około 7 godzin. Przejazdy, koniczyna, obiad i przystanki na zdjęcia w drodze powrotnej do domu złożyły się w sumie na 16-godzinną podróż. Bardzo intensywny dzień, z którego jednak jesteśmy bardzo zadowoleni.

Kartka Z Kalendarza 06.06.2026 - Jezioro Szczyrbskie, Chata Pod Sol... | Ecency