Sytuacja, w której przyjęto mnie do mojej pierwszej pracy była dość nietypowa. Miałam 13 lat i byłam na zakupach w sklepie z odzieżą używaną, gdzie szukałam jakiś ciuchowych „perełek”. Lubowałam się wtedy w ciuchach vintage i to było jedyne miejsce, gdzie za śmieszne (i wtedy jedyne) pieniądze mogłam kupić wymarzone rzeczy. W momencie, gdy przymierzałam piękny wełniany kapelusz zleciały się wokół mnie wszystkie sklepowe dziadki i zaczęły się licytować o niego :D Brzmi trochę filmowo, ale tak właśnie było. Nie umknęło to uwadze właścicielce sklepu, która zaprosiła mnie do współpracy. Od tego dnia zaczęła się moja niesystematyczna, aczkolwiek długoterminowa współpraca ze sklepami należącymi do tej firmy.
Moje pierwsze miesiące w pracy polegały na udawaniu klientki. Szefowa zauważyła, że towar na wieszakach nie jest dla klientów tak interesujący, jak w momencie, gdy ma go w rękach młoda, ładnie ubrana osoba. Więc moim zadaniem było wyszukiwanie ciuchów i oglądanie ich, mierzenie… Ogólnie, musiałam starać się by towar został zauważony. Pamiętam, że za 8 godzin takiej pracy dostawałam 40zł i ta stawka wtedy mnie satysfakcjonowała. Pozwalała mi na kupno sobie rzeczy, na które nie mogłam sobie wcześniej pozwolić z rodzicielskiego portfela. I na prawdę w tej pracy bardzo mi się podobało!
Kolejne lata mijały mi w tej firmie, ale zajmowałam się już czymś innym i robię to do dzisiaj. Do moich obowiązków należy ściągnięcie wszystkich ciuchów z wieszaków na danej sali oraz wyłożenie nowego towaru. I teraz mi „stuknie” 10 lat, przez które w praktycznie każdy weekend przepracowałam w sklepie z odzieżą używaną.
Na początku zaznaczę, że nie robię tego dla pieniędzy. Taka praca, jak możecie się spodziewać, jest kiepsko płatna. W samym sklepie nie pachnie dobrze. Jest brudno. A gdy wracam do domu i wchodzę pod prysznic to spływa ze mnie ciemna woda. Ale… do dzisiaj uwielbiam tę ekscytację w momencie wyciągania ciuchów z worków! Nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać. Sweter ze 100% kaszmiru, buty Prady tak stare, że aż nie da się ich wygoglować, torebka warta moją trzymiesięczną wypłatę… To naprawdę jest kuszące!
Jeżeli czytaliście wcześniej moje posty to wiecie, że staram się żyć minimalistycznie.
I w kwestii ciuchów wygląda u mnie to tak, że praktycznie nie kupuję odzieży w normalnych sklepach. Zawsze czekam na to, co chwyci mnie za serce u mnie w sklepie :) Dodatkowo te ciuchy kosztują grosze, więc wmawiam sobie, że w ten sposób oszczędzam :D
Kontenery
Ciuchy pochodzą z kontenerów na odzież, które są rozsiane po całej Polsce. Duża część ludzi ciągle myśli, że przekazuje ciuchy dla ludzi ubogich. Niestety tak nie jest. Na tych ciuchach zarabia się później grube pieniądze w sklepach z tanią odzieżą.
Door to door
Powoli odchodzi się od kontenerów (które były często niszczone i okradane) i od jakiegoś czasu pojawiają się zbiórki „Door to Door”, czyli zbiórka odzieży bezpośrednio spod domu. Najczęściej firma (poprzez organizację) zamieszcza ogłoszenie na drzwiach domu/bloku o terminie danej zbiórki i zabiera je do sortowni. Te ogłoszenia także mają informacje o pomocy ubogim.
Sortownia
Sortownia jest miejscem, gdzie przewozi się cały zebrany towar z Polski i zza granicy. Tutaj odzież jest sortowania na odpady, ciuchy użytkowe oraz gadżety. Odpady są przerabiane na czyściwo przemysłowe lub sprzedawane po groszach różnym firmom. Ciuchy użytkowe dzieli się na tak zwane „perełki” (czyli odzież w stanie idealnym, nową lub markową) oraz ciuchy „wagowe” (czyli te gorzej zachowane, ale dalej nadające się do noszenia). Tutaj także następuje proces przetrzepywania kieszeni :D Pracownicy przeszukują ciuchy szukając pieniędzy czy innych wartościowych rzeczy, które ktoś mógł zostawić w kieszeniach.
Listy, pieniądze, biżuteria
Czasami zdarza się, że towar został źle przepatrzony na sortowni i trafia ze „skarbami’ na sklep. Czasami są to jakieś papierki, papierosy, prezerwatywy… A innym razem pieniądze lub inne drogie rzeczy ;) Takim sposobem udało mi się kupić nowiutkiego ipoda za 2zł. Co do pieniędzy to nigdy nie znalazłam więcej niż 200 euro, ale widziałam osoby, które wyjmowały z kieszeni całe pliki banknotów. Raz też koleżanka po fachu znalazła torbę pełną pieniędzy, ale jak się później okazało w kantorze, pieniądze te miały wartość około 10zł na nasze. Ciekawostką są też listy, które pisały osoby, które sądziły, że będą one dostarczone do tych „ubogich rodzin”, o których się tak "trąbi" napędzając ten biznes.
Kilka z drobniaków, których się nie da wymienić w kantorze oraz porcelanowy talerzyk.
Stare buty Prady wykonane ze skóry.
Jeden ze znalezionych ipodów oraz markowy płaszcz warty w sklepie około 3 tysięcy.