Cały rok w robocie. Harujemy jak te dzikie osiołki - biuro czy warsztat. Wszystko jedno gdzie robimy. Po kilkunastu miesiącach - dzień w dzień w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, z pracą która nie ma końca (bo zawsze coś) - jesteśmy wyczerpani.
źródło:Unsplash
Jak w tej starej piosence "Kultu": "gdy dzieci nie ma w domu to jesteśmy niegrzeczni".
Bo dzieci sprawiają, że musimy być odpowiedzialni. Zmienia się nasze podejście do świata - nie ulegamy impulsom - jest ktoś o kogo trzeba dbać. Ktoś, kto nas potrzebuje. Ale tęskno za czasem gdy można było ot tak z doskoku rzucić wszystko i iść między ludzi...
Częściej jednak zabieramy pociechy i ruszamy z biurem podróży. Gdzieś gdzie ciepło, egzotycznie trochę, plaża, morze błękitne... U nas też są plaże ale hmm... ilość człowieka na metr kwadratowy sprawia, że czasem szpilki nie wciśniesz. No i te ceny!
źródło:Unsplash
Jest trochę takich co przyjechali odpoczywać na tzw. łonie (natury, nie ponętnej sąsiadki z pokoju obok). Którym wystarcza zmiana klimatu,"widoki"; odmienny krajobraz i okolica inne niż obserwowane mimochodem w drodze do i z pracy. Niekoniecznie czynny wypoczynek im się marzy - ot krzesło w biurze zamienić na leżak i coś do picia. Jeśli są dzieci to colę albo inny bezprocentowy napitek. Gdy ich nie ma to modne marzenie rodem z serialu - drinka z parasolką.
źródło:Unsplash
Jeśli ktoś się nastawił, że w urlop nadrobi przymusową abstynencję - bo w pracy nie można, po pracy też nie bardzo, bo wstać trzeba a i przed pracą nie pora, bo szef może wyczuć... A przecież Polak nie będzie na urlopie mineralną żył....To i nie dziwne, że wniebogłosy się żali gdy mu kranik z piwem zamkną wczesnym (dla niego) wieczorem. Można wypominać rodakom, że roszczeniowi, że w tym swoim pragnieniu wybawienia się za wszystkie czasy zapominają o bożym świecie czyniąc z siebie pępek wszechświata... ale czy oni jedni?
źródło:Unsplash
Na Majorce (to dane z 2017 roku) powstała organizacja obywatelska Ciutat Per Qui L'Habita (miasto dla mieszkańców). Nie chcą turystów bo "hałas, śmieci, bójki i popijawy"... W sumie jak się zestawi liczbę mieszkańców wyspy (ok. 860 tys.) z liczbą turystów (8,3 mln wg. hiszpańskiego urzędu statystycznego za rok 2015) to włos się jeży na głowie. Jak ci miejscowi dają radę nie zwariować przy takiej inwazji? Nic dziwnego, że chcieli by na każdym kamieniu wyryć drukowanymi literami "Nur für turistas".
źródło:Unsplash
Warto zatem pamiętać, że wrażenie jakie po sobie zostawimy gdzieś tam... za polem, lasem procentuje na plus lub minus i od nas zależy czy będziemy mile widziani; w następnym roku, za dwa albo 10 lat. No ale co zrobisz jak ktoś cały rok siedzi grzecznie na tyłku w nadziei, że w wakacje się wyszumi?
Pat.
Post zgłaszam do Tematów Tygodnia #73.
Riposta