RE: RE: Wyborcze dylematy (i-voting)
You are viewing a single comment's thread from:

RE: Wyborcze dylematy (i-voting)

Words
423
Reading
2 min
Listen
Play
6y

Chyba już kilkakrotnie pisałem w komentarzach pod różnymi wpisami dotyczącymi wyborów, że dla mnie wprowadzenie głosowania elektronicznego / internetowego to koniec demokracji. I mówię to jako człowiek, który w IT zarabia na życie.

Podstawą wyborów w demokratycznym kraju jest ich przejrzystość (w sensie formalnych procesów - nie mylić z jawnością) i dostępna weryfikowalność (w sensie możliwości obserwacji tych procesów dostępna dla każdego obywatela). Systemy głosowania elektronicznego (kioski elektroniczne w lokalach wyborczych) i internetowego nie są w stanie spełnić żadnego z tych warunków.

Po pierwsze, większość ludzi nie będzie w stanie zrozumieć jak działają maszyny i oprogramowanie wyborcze, pojąć zastosowanych algorytmów, zrozumieć wybraną architekturę i projekt logiki systemu czy też zaopiniować wybrane rozwiązania krytpograficzne. Nawet w branży IT bardzo wielu ludzi nie ma wystarczającej, przekrojowej wiedzy by zrozumieć choćby połowę z zagadnień w tak złożonych systemach - głównie dlatego, że od dziesiątek lat następuje coraz węższa specjalizacja. Dla większości ludzi to czarna magia, zrozumiała tylko najwyższej kasty kapłanów IT i niedostępna dla zwykłych śmiertelników.

Po drugie, jak zbudować informatyczny system wyborczy, który każdy z obywateli będzie w stanie nadzorować i obserwować? Czy opublikowanie kodów źródłowych wystarczy - niestety nie, bo jak zweryfikować, że podczas wyborów to właśnie zbudowane z tego kodu źródłowego oprogramowanie zostanie zastosowane? Może podpisy cyfrowe? A kto nadzorował kompilację i składanie podpisów? Jak każdemu obywatelowi dać możliwość sprawdzenia tych procesów i samych podpisów. A skąd pewność, że użyta infrastruktura nie umożliwia manipulacji głosami i nie utrudnia weryfikacji zastosowania właściwej wersji oprogramowania i generalnie prawidłowego przebiegu wyborów? Niezwykle trudno byłoby zabezpieczyć się przed atakami na informatyczne systemy wyborcze - zarówno przeprowadzanych przez siły wewnętrzne - ekstremistów czy po prostu szaleńców ale i przez siły zewnętrzne jak służby wywiadowcze innych krajów. Dla wielu to wciąż brzmi jak SF albo brednie paranoika, ale niestety fakty są takie, że wiele mocarstw jawnie przyznaje się do posiadania wojsk cybernetycznych, uderzenia sił konwencjonalnych poprzedzane są atakami cybernetycznymi (jak choćby na Ukrainie) i są liczne dowody na istnienie farm trolli i generalnie walkę propagandową prowadzoną przez internet.

Za to obecny proces wyborczy w swojej przestarzałej dla wielu postaci, choć nie bez wad, powinien być zrozumiały dla większości obywateli i choćby przez mechanizm mężów zaufania możliwy do obserwacji przez każdego pełnoletniego obywatela.

Przyznam się, że przez pewien czas liczyłem na to, że możliwe będzie zbudowanie jakiegoś systemu wyborczego opartego o publiczny i rozproszony blockchain. Ale ze świadomością tego, że nawet sieć Bitcoina w około 66% stanowią kopalnie chińskie oraz to czasem dzieje się w mniejszych sieciach (jak choćby ostatnie wypadki w blockchainie Steema) - tej nadziei już nie mam.