Już myslałam, że nie wezmę udziału w siódmej edycji konkursu, gdy dziś na mojej drodze niespodziewanie pojawił się mural. Przy czym "niespodziewanie" nie oznacza, że powstał w ciągu jednej nocy. Rzadko chodzę tą trasą, częściej przejeżdżam i jakoś do dziś byłam nieświadoma jego obecności. Zrobiłam parę zdjęć, usiadłam na ławeczce i mnie olśniło! Przecież tam jest znak!
Znak Polski Walczącej.
Robi na mnie od lat duże wrażenie, emocjonalnie jest dla mnie bardzo ważny. Gdy go widzę, wewnątrz mnie rodzi się zaduma i próba zrozumienia uczuć tych, którzy w czasie wojny, być może pod osłoną nocy malowali go na murach. Chciałabym jak Oni poczuć w sobie radość i dumę z bycia Polką, siłę i zaciętość pchającą do walki, i nadzieję. Bo nadziei to we mnie za grosz. A przecież z beznadziei tak piękny i ważny symbol by nie powstał, Oni musieli nią żyć. Nie chciałabym żyć w Ich czasach, ale troszkę Im zazdroszczę, tego jacy potrafili być.
Szkoda że kultura masowa, która w ostatnich czasach troszkę nadużywa tego symbolu, tak go zdewaluowała. Zbyt często widuje się go na bluzach pewnych osobników, których zachowanie tak często nie licuje z powagą symbolu. Czuję, że na większości z nas, znak Polski Walczącej nie robi już wrażenia.
Dwa pierwsze zdjęcia zrobione przeze mnie telefonem Lenovo, ostatnie zdjęcie zrobione przez mojego Obcego telefonem Sony