Pierwsze skojarzenie gdy przeczytałam kategorię aktualnej edycji było tylko jedno.
Kościół.
Letni dzień, żar leje się z nieba. Przemierzam kilometry miejskimi ulicami w celu załatwiania różnorakich, przyziemnych spraw. Zmęczona wysiłkiem i myślami. Sama siebie mam już dość. Wtedy moje kroki kieruję do kościoła, tego w którym akurat nie odbywa się żadne nabożeństwo.
Chłód i spokój ogarniają mnie niemal po przekroczeniu progu. Siadam w ławce i po modlitewnym przywitaniu, myśli zaczynają krążyć swobodnie, aż przebierają kształt rozmowy. Czasem uda mi sie znaleźć odpowiedzi, czasem dołożę znaków zapytania do postawionych pytań. Ale zawsze wychodzę ze świątyni z przeświadczeniem, że tak miała się ta gonitwa myśli zakończyć.
Cisza.
Błogosławieństwo dla mojej duszy.
Oczywiście jak przyszło do znalezienia zdjęcia, nie było już tak łatwo jak ze skojarzeniami. Nie mam żadnego z moich ulubionych kaliskich kościołów, ale coś znalazłam. Zdjęcie wykonałam w Licheniu, podczas jednej z wycieczek ze znajomymi w 2017 roku, starym aparatem Sony.