Witam.
Pier Paolo Pasolini był artystą niebywale kontrowersyjnym w czasie swojego życia. Nic jednak nie wywołało takich kontrowersji, jak wydane po jego feralnej śmierci dzieło zatytułowane "Salo, czyli 120 dni Sodomy", które jest największą metaforą w dziejach kina, przewyższając Bergmana, czy Tarkowskiego wręcz wielokrotnie.
Bo czy którykolwiek miały chociaż odrobinę odwagi, by ukazać "zło" systemów totalitarnych w tak dosadny sposób? Grupka włoskich arystokratów panująca nad życiem grupki niewinnych osób, bawiąca się nimi w najbardziej bestialskie sposoby wybitnie ilustruje funkcjonowanie systemu w krajach totalitarnych, w których to człowiek jest kompletnie bezradny wobec wielkiej potęgi bestialskiej władzy.
Niektórych aspektów filmowych jednak nie jestem zbytnio w stanie ocenić - ciężko jest mi chociażby ustosunkować się jakoś do aktorstwa, bo nie potrafię jakoś określić, czy ten włoski pizzapastaspeaching u każdego z aktorów brzmi wiarygodnie, czy też nie. Jednak znawcy w internecie twierdzą, że wszyscy z obsady poradzili sobie znakomicie. Zdjęcia natomiast są jak na tamtejsze czasy najzwyczajniej w świecie wybitne - operatorzy z sadystyczną gracją ukazywali każdą torturę, jaka spotykała biednych mieszczan olewając wszelkie tabu dotyczące ukazywania okrucieństwa i aż do czasów von Triera nikt nie przebił "Salo" w przedstawianiu zła na ekranie kina.
Nawet w czasach, w których wciąż istnieje taki kraj, jak Korea Północna dzieło Pasoliniego jest wielką przestrogą dla społeczeństw. Podczas gdy modne są dystopijne klimaty, w których wizja świata zniszczonego przez zły system sięga wielu lat wprzód, tutaj ukazano, że prawdziwe państwo z piekła rodem może istnieć już teraz, gdzieś obok nas, a nie daj Boże nawet u nas.