Dni płyną monotonnie (przynajmniej w tygodniu poniedziałek-piątek) , wczorajszy wpis miał być trochę dłuższy ale jakimś cudem udało mi się go skasować w 2/3 pisania i nie zachował się w szkicach.
obrazek z rana
Wyburzenie nabrało rozpędu - trudno przewidzieć czy zostało 5 czy 10 dni roboczych, niedługo będzie to wyłącznie przewalanie gruzu w celu wyciągania aluminiowego złomu i kabli (zawartość miedzi).
Ogólnie praca z kategorii brudnych i męczących w zespole w większości osób z lekka szurniętych lub co najmniej narwanych.
Postanowiłem jutro (inspirując się kolegą) przyjść godzinę później (ósma rano).
Dziś paskudnym psikusem było zasypani drobnym pyłem z rozwalania dwóch pięter budynku - garażu który wybraliśmy na tymczasową pakamerą ( nie ma tam drzwi ) ...
Tu stan przed przerwą drugą (14) - pewno w okolicach końca pierwszej 10:30
dnie nie są identyczne ale toczą się podobnym rytmem - w drodze do pracy z reguły kupowałem Blacka (energetyk) drożdżówki i czasem bułki w Awiteksie ale odkryłem wczoraj wracając bardzo sympatyczną piekarnię "Telegraf" (ulica Wrocławska ) , co do samej pracy w momencie zburzenia konstrukcji wydaje mi się że zapowiada się okres niestety monotonii w działaniach - czas pokarze - pisze o tym i tak więcej niż wypada.
Teoretycznie zaczynamy o 7 rano i kończymy o 18 (czasem lub na życzenie można skończyć 17...) co nie pozostawia zbyt wiele wolnego czasu popołudniami.
Wracam raczej i tak z kilkoma przystankami - z których pierwszym jest ostatnio dość regularnie " HERBERCIARNIA, czyli niekomercyjne miejsce spotkań tworzone w duchu poezji Zbigniewa Herberta " przy placu Biskupim.
Dalej dość często przydarzają się jeszcze inne okoliczności około towarzyskie więc wracam po 20-21 (co jest nużące jeśli chodzi o zmycie zmęczenia po pracy ) .
Z reguły też przez zamulanie w internetach chodzę za późno spać ale co zrobić :) dobranoc !
ENGLSIH
he days flow monotonously (at least during the week of Monday-Friday) , yesterday's entry was supposed to be a bit longer but by some miracle I managed to delete it in 2/3 of writing and it did not survive in drafts.
a picture from this morning
The demolition has gained momentum - it's hard to know if there are 5 or 10 working days left, soon it will be just rolling debris to pull out aluminum scrap and cables (copper content).
Generally work in the category of dirty and tiring in a team of mostly slightly mad or at least crazy people.
I decided tomorrow (inspired by a colleague) to come an hour later (8 am).
Today's nasty prank was getting covered with dust from knocking down two floors of a building - a garage that we chose for a temporary packing house (there is no door there) ...
Here the status before the second break (14) - certainly around the end of the first one 10:30
The days are not identical but they follow a similar rhythm - on my way to work I usually bought Blacka (energizer) and sometimes bread rolls in Awitex but yesterday I discovered on my way back a very nice bakery "Telegraf" (Wroclawska street), as for the work itself at the moment of demolition of the structure it seems to me that it will be a period of monotony in activities - time will tell - I write about it more than I should anyway.
Theoretically, we start at 7am and finish at 6pm (sometimes or on request you can finish at 5pm...) which doesn't leave much free time in the afternoons.
I rather come back with a few stops anyway - the first of which is quite regularly lately "HERBERCIARNIA, czyli non-commercial meeting place created in the spirit of Zbigniew Herbert's poetry" at Plac Biskupim.
Then quite often there are other social occasions so I come back after 8-9 pm (which is tedious when it comes to washing away the tiredness after work).
I also usually go to bed too late because of the Internet, but what to do :) Good night !