Suplement do "Nulla auxillio..."

Words
2121
Reading
10 min
Listen
Play
4y


Jacek Malczewski, Boże Ciało (1905)

Tuż po tym, jak opublikowałem ten tekst, słysząc dzisiaj kazanie z ambony mojego kościoła dotyczącego sprawy związanej z odkryciem przypadków molestowania seksualnego ukrywanego w Archidiecezji Krakowskiej za czasów kard. Karola Wojtyły, chciałbym jakoś uzupełnić ten tekst który wcześnie o tym napisałem sekcją pytań i odpowiedzi, które chciałem sobie zadać zanim w pełni zdecydowałem na publikację tekstu.

Jeśli treść samego artykułu was nie do końca ze względu na stawiane pytania zadowala, zachęcam do takiej osobistej refleksji, czy na pewno warto to robić w tak delikatnej kwestii.


1. Czy warto wierzyć odkryciom dotyczącym pedofili w polskim kościele na bazie dokumentów UB i SB?

Po pierwsze, same źródła tych dokumentów znajdują się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej - a więc należą do (skądinąd) państwowej instytucji. Do nich mają dostęp dziennikarze, researcherzy czy sami historycy.

Po drugie, jakoś w czerwcu 1992 r. w czasie samej lustracji posłów i senatorów III RP dokonywanej poprzez ujawnienie listy agentów komunistycznej bezpieki (tzw. "listy Macierewicza") za specjalnie nie przeszkadzało ujawnianie takich informacji z archiwów dawnego MSW. Sama sprawa dotycząca "nocy teczek" też budziła wtedy skrajne emocje, poprzez działaczy prawicy, jak i lewicy. W efekcie czego został obalony rząd Jana Olszewskiego. Wiem, że to skrajne porównanie, ale nawet wtedy potrafiono się kłócić o sens istnienia tych dokumentów, wiedząc, że to może zagrozić bezpieczeństwu wewnętrznemu Polski. Okazuje się, że niektórzy jednak do dziś są na swoich stanowiskach, a samo bezpieczeństwo wewnętrzne nie było za specjalnie naruszone. Jedynie mamy takich ludzi, jakich mamy i to też jest sprawa związana z zarządzaniem nie tylko państwem.

Po trzecie, jak już opisywałem w oryginalnym tekście, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w sposób rozsądny chciał opisać współpracę niektórych księży z komunistyczną bezpieką w 2007 r. wydając swoją książkę dotyczącą właśnie Archidiecezji Krakowskiej. Sama sprawa została rozdmuchana przez media, a niepotrzebnie też zaangażował się kościół (zwłaszcza, że wcześniej była sprawa abp. Wielgusa dotycząca jego współpracy z SB) blokując tę lustrację. Też korzystał on z dokumentów, które posiadało MSW i SB udostępnionych przez IPN.

Z tych samych akt korzysta się w czasie badań nad zbrodniami komunistów na członkach Polskiego Państwa Podziemnego w czasach po II Wojnie Światowej, ogólnie do analizy historycznej pewnych wydarzeń.

Więc, jeśli miałby taki dziennikarz nie korzystać z samych źródeł posiadanych niegdyś przez komunistyczny aparat represji, to musiałby dokonać analizy porównawczej tych materiałów, z tymi które są dostępne w archiwach kościelnych. Tu nie było żadnej woli ze strony żadnego biskupa z Archidiecezji Krakowskiej, albo po prostu sam Ekke Overbeek czy Marcin Gutowski o nie się osobiście nie zapytali w tzw. "cywilu" poza pracą (incognito). A na razie takiej możliwości w pełni nie ma, bo same woluminy pełne materiałów są nadal zamknięte dla badaczy tematu. Dlatego mamy, to co mamy.

2. Czy jeśli odrzucimy z tego powodu dziedzictwo Jana Pawła II, to jakoś to załatwi sprawę?

Nawet jeśli to był bojkot jego nauczania, to niezupełnie miałby nań wpływ na sprawę pedofili. To jest problem złożony i bardzo łatwo popaść w skrajności. A większość młodych ludzi niekoniecznie jest chętne czytać encykliki Papieża, listy apostolskie, homilie czy książki jak "Miłość i odpowiedzialność", tak samo jak dzieła wielkich Ojców i Doktorów Kościoła.

Samego Papieża znają jako "pewną postać z dzieciństwa", mówiącą o kremówkach w Jamie Michalika, pływaniu kajakiem i jeżdzie rowerem. To bardziej "upluszowiło" samą postać JP II i nadało jej charakter takiego zatroskanego o losy świata starego dziadka, nadając samej postaci Papieża z Wadowic kształt znany nam ze szkolnych akademii. A to powinno iść w kierunku merytorycznego przypominania, jaki wpływ na teologię, na antropologiczną sferę nauki, na historię i na samą wiarę miał sam Jan Paweł II w czasach wielu dziejowych zawirowań. To nie może być zamknięta dyskusja akademicka. To musi być powszechny dyskurs samych ekspertów ze zwykłymi laikami w temacie teologii, nauki. Musimy nawzajem się słuchać. I czasem nawet odrzucać te teorie, które są niepotwierdzone i jakościowo beznadziejne, które jeszcze bardziej spłycają dany dyskurs do dwóch - trzech dox (czyli tez) stawianych przez pewnych autorów tychże, czy do odgórnych założeń danej tezy, które muszą być takie, bo tak chcemy zyskać przewagę nad swoimi interlokutorami, byleby tylko to była teza blokująca całą resztę dyskusji (tzw. "firewall").

Tego rodzaju dyskursu muszą chcieć także i księża, i biskupi.
To nie może być dyskusja typu "syndrom oblężonej twierdzy" i "bronimy Papieża-Słowianina, Papieża Polaka, bo to jest atak na nasze wartości i na całą chrześcijańską cywilizację!!1".

Ja przez lata obserwowałem podobne spory.
I sam popadałem niekiedy w absurdalne skrajności, nie wiedząc w stu procentach wszystkiego na wylot, aby jakoś ogarnąć się z tematem. Dlatego staram się nie ufać w stu procentach autorytetom, a wierzyć logice i faktom. To one same się potwierdzają. Reszta to mogą być fallibilizmy, jeszcze inna błędy i argumentacje wyciągnięte "z czapy", a jeszcze kolejna non sequitury oraz metaetyczne dziwolągi.

Nie jestem nieomylny, tak samo dziś nawet Papież nie może szczycić się nieomylnością co 50 - 100 - 150 lat temu. A dekret z czasów Soboru Watykańskiego I stara się być aktualny, jednak sami wykonawcy tego dekretu nie często się do niego stosują.

I tak samo autokrytycznego myślenia powinien się uczyć każdy człowiek. Nieważne czy wierzący, czy niewierzący.

Trzeba po prostu ponieść skruchę z powodu swoich błędów, jak i pokornie je przyjąć. A księża i biskupi też się z tego spowiadają. Nie często, ale zawsze.

3. Dlaczego Kościół w Polsce woli iść w "syndrom oblężonej twierdzy"?

Bo muszą wypełniać program ustanowiony przez KEP.

W końcu Prymas Polski daje pewną władzę wśród swoich współpracujących księży i biskupów, aby te zalecenia wypełniali.

A tak na poważnie, podczas debaty zorganizowanej przez KAI w styczniu tego roku dotyczącej książki Marcina Gutowskiego "Bielmo" o. Adam Żak SJ ciekawie to wytłumaczył na bazie rozumowania określonego w modelu wyparcia pewnych spraw przez samych pośredników. Tak było w sprawie przypadków molestowań w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii i w Irlandii Północnej na początku dekady lat 10. XXI wieku za czasów pontyfikatu Benedykta XVI. Polecam to obejrzeć.

Pewne sprawy są jednak niezałatwiane z powodu braku czasu danych pośredników, którzy czytają w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej dane listy i póżniej zostawiają je na "wieczne nigdy" gdzieś odkładając na półkę.

W Polsce jakoś zdarza się, że pewien list dotyczący danego przypadku molestowania ze strony danego księdza czy biskupa, lub innej osoby duchownej czy zakonnej może wylądować na biurku sekretarza danej Kurii Diecezjalnej czy Archidiecezjalnej i może zostać nieodczytany przez samego ordynariusza, czy inną osobę przez pewien czas, a póżniej jak przychodzi co do czego, tej dokumentacji się nie ujawnia do czasu samej "weryfikacji faktów".

Nawet jakby księża, biskupi, zakonnicy czy siostry zakonne mieliby chęć odrzucenia propagowania danych tez z założenia programów koordynowanych przez Komisję Episkopatu Polski i kierowania się własnymi opiniami, czy także wsparciem które by docierało bezpośrednio do danych ofiar (a wierzę, że tak się dzieje, tylko nie na masową skalę) - zwłaszcza przez instytucje kościelne jak np. prowadzone przez Caritas domy pomocy, czy inne stowarzyszenia, niezależne organizacje katolickie, to miałoby pewien sens takie zerwanie z samą logiką tego, że jesteśmy w ciągłym zagrożeniu i nic, tylko bronimy wiary aż do śmierci, bo tak jest wygodnie dla zwykłych wierzących katolików. Tylko to musi być szeroko propagowane w mediach, nie tylko katolickich. Informacja musi się równać z wiedzą, wiedza z edukacją. Ale wszystko w sposób uporządkowany.

4. Czy jak pewne media zapominają o innych dziennikarzach ujawniających przypadki pewnych molestowań, to można to traktować jedne źródło jako komplementarne i pełne?

Raczej nie. Trzeba się kierować opiniami innych stron.
Po to szuka się innych źródeł informacji, aby nie być skazanym tylko na jedną narrację.

Poza tym, Paulina Guzik w debacie KAI (która była twórczynią innego filmu dot. pedofili - czyli - "Szklanego Domu") opowiedziała o swoich przeżyciach związanych z produkcją jej dokumentu na którego potrzeby przepytała osoby takie jak Daniel Pittet, Szwajcara który był molestowany przez księdza w latach 60. i który przez długi czas nie mógł o tym przypadku molestowania przekazać informacji samemu JP II. Zrobił to dopiero jak papieżem został Franciszek (abp. Bergoglio).

Inna zaś postać, Valentina Alzaraki, która dokumentowała przez lata aferę pedofilską związaną z M.M. Degollado, założycielem Legionu Chrystusa też opowiadała o pewnej bierności samych działań związanych z tą organizacją i samym Marciellem - włącznie.

Sam bym polecił zaglądnięcie do tego filmu, a jednocześnie też do samej debaty w linku powyżej.

5. Dlaczego tak krytycznie odniosłem się do tego wszystkiego, mówiąc, że: "nie tylko Jan Paweł II jest świętym" i że skrytykowałem samego Franciszka?

Żeby uściślić: jako 10 - 13-letni chłopak z autyzmem miałem problemy z przystosowaniem się w szkole, a co dopiero jeszcze w samym Kościele.

Nigdy nie należałem do żadnego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, ani do żadnej innej organizacji kościelnej jako młody chłopak.

Pamiętam nawet, że kiedy były organizowane u mnie w Dachnowie w tamtejszym kościele spotkania przygotowujące moją klasę - (ja wtedy byłem w gimnazjum) - do Bierzmowania, byłem tam z moją mamą. Nie tylko ze względu na moje trudności związane z autyzmem, czy coś, ale że też jakoś nigdy - (i to mam niestety do tej pory) - nie wychodziłem na Mszę Świętą sam do kościoła.

Kiedy ówczesny ksiądz kazał nam zejść do kancelarii, aby móc sprawdzić nasz stan wiedzy dotyczący wiary przed samym uroczystym Bierzmowaniem, nie mogłem być sam, tak jak nie mogłem być bez mamy na Mszy. Ktoś musiał mnie pilnować.

Ale wiedziałem, że to jest przydatne.

Bo nawet ja miałem obawy co do tego, czy nie dojdzie też do podobnego skandalu, na który ja, dziecko z autyzmem nie będę przygotowany.

Miałem też problemy z komunikacją, ponieważ używałem w swojej mowie neologizmów i dużo zmyślonych wyrażeń udających łacinę (i to nie były przekleństwa, po prostu wymyślałem nieistniejące słowa po łacinie), więc jakoś nie mógłbym z powodu moich braków wiedzy nie zostać dopuszczonym do Bierzmowania. Zwłaszcza, że sam ksiądz, który mnie przepytywał z prawd wiary i z Dziesięciu Przykazań Bożych, był świadomy, że mam autyzm. I że gdybym nie został dopuszczony przez moją nieudolność, niechęć uczenia się i jednocześnie udawanie, że umiem wysławiać się po łacinie - to wyszedłbym zapłakany z drzwi samego pokoju kancelaryjnego księdza.

Jednak ten ksiądz, który mnie przepytywał już nie jest proboszczem mojej parafii. A szkoda, bo wiele mógłbym wyjaśnić mu po latach.

Natomiast wiedzę o Kościele wtedy będąc dzieckiem czerpałem z portali propagujących... teorie spiskowe.

Tak. Będąc przysłowiowym "szurem" dużo czytałem na temat Zakonu Iluminatów, historii papiestwa od czasów wczesnochrześcijańskich, na temat różnych koligacji historycznych wiary z władzą świecką, a zarazem wiedzę o herezjach wczesnochrześcijańskich na bazie dzieł i kazań takich twórców jak św. Bazyli Wielki czy św. Justyn.

I wierzyłem w istnienie masonerii, która by miała zniszczyć Kościół Chrystusowy na Ziemi, w działanie masonerii w świecie polityki (Grupa Bilderberg jest tego dużym przykładem, o losie), finansów, społeczeństwa, nauki i kultury masowej.

Jednak gdy po latach patrzę na to, na ile ja wierzyłem w różne teorie czy czytałem niekiedy zahaczające o takie radykalne pisma twierdzenia, to jednak cieszę się, że nie jestem teraz ortodoksyjnie wierzącym płaskoziemcą i umiem rozróżniać fakty od fałszu.

Ale też nie mam już takiego poglądu na Kościół, ani na współczesny świat jaki miałem 10 - 15 lat temu. I za wiele rzeczy widziałem nawet na naszym polskim gruncie, mając już teraz 25 wiosen swojego życia za sobą.

Wiem też, że nasza polska religijność często jest mieszana z kultywowaniem pamięci i postaci naszych świętych tak bardzo, że jednak parafrazując słowa autora słynnego "Wiedźmina": "świętych to wypadałoby mieć własnych".

I z tym się zgadzam. Róbmy to, ale w tak merytoryczny sposób, jaki np. to robią Anglosasi kiedy czytam niektóre portale katolickie jak np. CatholicCulture.org. Tam przynajmniej są podcasty o Ojcach i Doktorach Kościoła, dzieła wybrane różnych świętych, w sam raz kopalnia wiedzy o tym, jak wygląda chrześcijaństwo. Dlaczego u nas się w kultywowanie wiedzy o patrystyce i katolicyzmie dla szerokich mas nie inwestuje, tylko powierza się to pojedyńczym blogerom?

Kiedyś to nawet mój ulubiony PCh24 miał sporo ciekawych tekstów św. Jana Marii Vianneya, czy Franciszka Salezego na głównej stronie. Teraz jak patrzę się na tę ideologiczną sieczkę, jaką promują, to już chyba zaczynam wierzyć w to finansowanie SKCh im. ks. Piotra Skargi przez pieniądze rosyjskich konserwatystów.

Dlatego brakuje mi takiego medium informującego o tym, co tak naprawdę dzieje się w kościele a jednocześnie edukującego dobrą lekturą duchową opatrzoną rzetelnym komentarzem.

I dlatego już jakoś wolę nie wierzyć za specjalnie w autorytety - tj. chcę być chrześcijaninem, ale jeśli chodzi o mentalne zrozumienie pewnych zjawisk, wolę już myśleć jak ateista.

I do tego w problemach związanych z tak emocjonalną debatą jak ta o pedofilii w Kościele trzeba zawsze się uciekać.

Wlasnoręcznie weryfikować informacje, zrozumieć kontekst, to, co się stało, sprawdzać źródła, słuchać się obu stron, myśleć trzeźwo i logicznie, nie dać się ponieść emocjom. I przede wszystkim: zachować higienę umysłu. Nie zawsze trzeba sprawdzać non-stop wiadomości, które są dla nas nie zbyt potrzebne do życia.


Jeśli ten tekst cię przekonał, albo i nie - zostaw poniżej opinię. To wiele mi pomoże zrozumieć twoje poglądy na sprawę.

Suplement do "Nulla auxillio..." | Ecency