Być może chodzi po prostu o planowanie i potencjalną stratę czasu i energii, a tych dwóch surowców strategicznych nikt nie ma zbyt wiele (zwłaszcza, że oprócz życiowych obowiązków i życia towarzyskiego wysysa je z nas matriks za pomocą macki zwanej smartfonem).
Otwórz dowolną aplikację z mapką pokazującą wydarzenia i aktywności, które w danej chwili dzieją się w Krakowie, od jogi po kluby książki. Ktoś nie czujący silnej więzi z Królestwem będzie wolał poświęcić te jedyne dwie wolne godziny w dniu na wizytę w miejscu, gdzie na pewno będzie działo się coś choć trochę ciekawego, zamiast wpaść do Kabeku w porze bez wydarzeń i liczyć na to, że obecni na miejscu spontanicznie zorganizują jakąś interesującą aktywność. Oczywiście nie twierdzę, że między wydarzeniami Królestwo to trupiarnia, gdzie można spotkać co najwyżej paru stałych bywalców grających w „Na skrzydłach”, ale ktoś zaglądający do Kabeku rzadko może mieć takie nastawienie.
RE: Kult wydarzeń