Codzienność...

Words
803
Reading
4 min
Listen
Play
3y

Po dwóch tygodniach nareszcie dłuższe wolne, do tej pory wykorzystałam tylko jeden dzień i mocno to odczuwam. Na szczęście nasza mała ekipa dobrze się dogaduje i nawet przy nawale pracy udaje się wykroić sporą przerwę i chwilę na oddech.

Podpisałam wreszcie kontrakt i daje mi to jako takie poczucie bezpieczeństwa na najbliższe miesiące, zawsze to papier. Na umowie brak daty końcowej, bo jak się wyraziła szefowa - nie wiemy, ile będziesz chciała zostać. Ja też jeszcze nie wiem :)

Odczuwam brak własnego samochodu niesamowicie. Do dyspozycji mamy auto, z którego możemy korzystać tylko w celach służbowych, np. zakupy czy transport butelek do skupu. Bardzo tego pilnują tutaj. Pojazd firmowy ma inną tablicę rejestracyjną i jeśli nie ma się dobrego alibi, to zwykła kontrola drogowa może się skończyć ogromnym mandatem - dla właściciela firmy, więc siara podwójna. Tak więc rundka po półwyspie odpada. Jedyna wypożyczalnia w pobliskim Olafsviku zabija ceną a autobus obsługuje tylko trzy miejscowości na odcinku około 65 km. Znalazłam za to na miejscu firmę, która oferuje zbiorcze rejsy i wyprawy busem po półwyspie. Napisałam do nich i zgodzili się dołączyć mnie do większej grupy w niedzielę i to za połowę ceny. Nie objeżdżają wszystkiego, ale to i tak wspaniała opcja. W każdym punkcie zatrzymują się na godzinę - półtorej, więc będę mogła się trochę powłóczyć. Liczę również, że kontakt z miejscowymi przewodnikami zaowocuje innymi wyprawami albo pomysłami.

Wewnętrzny poganiacz otrząsnął się z pierwszego szoku i odzywa się coraz częściej, żądając planu i decyzji. Co dalej? Czy chcesz następny rok pracować w ten sposób? Co z firmą? Zapiszesz się na kurs języka? Kiedy? Gdzie będziesz mieszkać od listopada? Kiedy ogarniesz samochód? Kiedy znajdziesz pracę na zimę?

Jestem tu ledwo od dwóch tygodni, a ten mnie kurła będzie dociskał!

Po pierwsze jeszcze nie wiem, czy chcę tu zostać na zimę. Tu, czyli w Grundarfjörður i tej konkretnej pracy. Dałam sobie czas do połowy września na decyzję, bo z końcem sierpnia wymieniają się pracownicy i dojdzie dziewczyna w roli menedżerki Jeśli przejmie obowiązki, których obecnie najbardziej nie lubię (ogarnianie bookingu, ściąganie opłat i dyskusje z gośćmi), to może zostanę. Ja tu chcę tylko sprzątać, serio. Nie chcę myśleć, planować, organizować, decydować i czytać gościom w myślach. Jestem w tym całkiem niezła, ale od tego właśnie chciałam uciec. Na myśl o pracy, którą wykonywałam w Polsce, dostaję drgawek. Możliwe, że w efekcie zawieszę lub zamknę działalność. Ta myśl pojawiła się we mnie dopiero tutaj i nie wywołała absolutnie żadnego oporu czy żalu, tylko ulgę. Zostawiłam sobie jednego klienta, z którym lubię pracować, resztę grzecznie odstawiłam.

Z drugiej strony wewnętrzny pastuch panikuje, bo jak to. Mam swój mały biznes, jestem "specjalistką", a teraz mam zostać sprzątaczką albo innym pracownikiem niewykwalifikowanym, emigrantem? Nie zesraj się stary, ale właśnie tak. Przynajmniej taki mam plan na najbliższe miesiące. Potrzebuję czasu, by wszystkie wnioski do mnie dotarły. Jak ten o zamknięciu firmy. Komfort mam taki, że nawet zarabiając tutejszą minimalną mogę żyć na przyzwoitym poziomie. I zwiedzać Islandię przy okazji.

Moja dzielnia i hostel.

P1250983.jpg

Stoi nad samą wodą, w części "przemysłowej". Wokół są różne firmy i magazyny, ale też galeria sztuki (także w baraczku) i znana restauracja.

P1250963.jpg

Restauracja jest jedynym ładnym budynkiem w naszej części, podobno nieźle też karmią. Wdepnę, jak przestanę przeliczać tutejsze ceny na złotówki.

1691612251271.jpg

W pracy wyrabiam sporo kroków, szkoda że aplikacja nie uwzględnia takiej aktywności, jak zmiana pościeli czy sprzątanie, przy tym też się można nieźle spocić. Bywają więc dni, gdy jestem padnięta i nie ruszam się z mieszkania. W inne staram się choćby przejść po miasteczku, co mi w zupełności wystarcza.

Halo, jest tu kto?

P1250967.jpg

Te góry mnie intrygują. Grzebałam w internecie i znalazłam zdjęcia z wypraw i opisy po islandzku, więc je ktoś jednak zdobywa, choć nie wyglądają przyjaźnie. Sama nie będę się tam pchać, dopytam przewodnika w niedzielę, czy coś wie.

Specjalnie dla klub-wloczykijow@klub-wloczykijow - najwyższy szczyt w okolicy to Böðvarskula i znajduje się pomiędzy pierwszą i drugą latarnią na zdjęciu poniżej. Wysokość 988 m, co daje całkiem niezły kawał góry do zdobycia biorąc pod uwagę, że startujemy z poziomu morza. Najwyższym szczytem na moim półwyspie jest przykryty lodowcem Snæfellsjökull (1446 m), który mam nadzieję zobaczyć w niedzielę.

P1250969.jpg

Wystarczy liczb na dziś.

P1250954.jpg

Tu też nikogo.

P1250970.jpg

P1250971.jpg

P1250950.jpg

P1250951.jpg

P1250943.jpg

P1250948.jpg

P1250979.jpg

P1250976.jpg

Do mojego zakątka ludzie trafiają z trzech powodów: do restauracji, hostelu lub na punkt widokowy, który zawsze zaskakuje.

Inaczej wygląda świat o poranku w bezchmurny dzień.

1691447714605.jpg

Inaczej w deszczowy wieczór.

1691447714336.jpg

Tamtego dnia okolicę spowiła przedziwna mgła zabarwiona zachodzącym słońcem, nakładając bajkowy filtr. Wrażenie niemożliwe do opowiedzenia słowami.

1691447714353.jpg

1691447714387.jpg

Czasami słońce zachodzi klasycznie...

P1250998.jpg

P1250995.jpg

a czasem nieco bardziej tajemniczo.

1690758037932.jpg

1690758037775.jpg

Oczywiście są dni, gdy jest pochmurnie, mokro i wietrznie, tak jak dzisiaj. Wtedy z czystym sumieniem mogę poleniuchować albo coś napisać. Chociaż... właśnie się wypogadza. Tak tu jest, lepiej nie zwracać uwagi na pogodę, bo prawdopodobnie i tak się zmieni za godzinę lub dwie.

Bless!

Codzienność... | Ecency