Pozwolę sobie na wtrącenie moich trzech groszy. Otóż określenie porażka jest powszechnie nadużywane. Porażką była klęska Niemców pod Stalingradem, jak również działania naszego rządu w wielu aspektach jego aktywności.
Ja bym podszedł do tego w inny sposób. Zarówno "porażka" jak i "sukces" jako pojęcia są przewartościowane. W jednym i drugim przypadku sprawiają powstawania emocji, niezależnie od tego jakiej są jakości. W pierwszym mają swój przyczynek się do powstawania takich uczuć jak; zniechęcenie, apatia, utrata wiary we własne możliwości, opadanie energii życiowej, a w skrajnych przypadkach nawet samobójstwa (brrr...).
Sukces bywa bardzo przyjemny, ale popadanie w euforię z jego powodu nie wydaje mi się pożądany.
Dlaczego? Ponieważ bierne poddawanie się falom porażki i sukcesu powoduje, że z nimi rezonujemy, a to sprawia, że stajemy się coraz bardziej wrażliwi na sprawy, które często nie mają większego znaczenia.
Aby nie przynudzać. Sugeruję traktować "porażkę" nie jako niepowodzenie, klapa, tragedia, lecz eksperyment wykazujący wynik niezgodny z naszym oczekiwaniem. Chodzi o wyłączanie emocji i przeznaczenie energii na poszukiwanie przyczyny takiego stanu. Zalepiamy dziurę i inicjujemy następną próbę. I tak do skutku. Podobnie jak badacz na etacie w białym fartuchu, beznamiętnie zmieniający próbki pod mikroskopem.
W życiu nie mamy gwarancji na same sukcesy, i nie powinniśmy od niego ich żądać, tupać i się obrażać. Jak fale na morzu, raz pod górkę, raz w dołku. Powinniśmy raczej nauczyć się żyć ze świadomością, że przeszkody, choć niemiłe są naszymi nauczycielami. Ponieważ pozwalają z czasem rozróżniać pole minowe od bezpiecznej plaży.
Jak to się mówi - kto nic nie robi, ten nic nie sp.....li.
I na koniec, bo kawa czeka. Porażki nie istnieją, w naszym życiu naturalnym jest występowanie przeszkód. a te służą do tego aby je pokonywać.
ps. Jest tylko jeden problem. Jak się odgonić od tych którzy wręcz żądają naszego sukcesu.
RE: How to deal with failure? / Jak radzić sobie z porażką?