Z tego co wiem, niestety prawdą jest, że wirusy były, są i będą, na i we wszystkim na czym osiądą. Zwierzętach, ludziach, w owocach i gdzie jeszcze. My sami jesteśmy ich nośnikami w niezliczonych formach i ilościach. Samo nosicielstwo nie jest jeszcze tragiczne w skutkach. Niebezpieczna jest ich aktywizacja, spowodowania obniżoną odpornością organizmu, wskutek błędów zachowania potencjalnego nosiciela. Kiedyś, jacyś lokalni włodarze wycinali miejskie lipy, oskarżając je o zamach na alergików, innym razem przydrożne drzewa o prowokowanie wypadków. Podobny sposób myślenia stosowali Chińczycy, trzebiący ptactwo na polach uprawnych, a dziś analogiczne zachowania dotyczą niszczenie źródeł utrzymania zwierząt (okradanie z terytorium) i owadów. Dewastacja łańcucha pokarmowego nie może się odbywać bez ponoszenia skutków, nie tylko w środowisku ludzkim, będącym podsystemem całego biologicznego środowiska. To samo dotyczy naszej relacji ze środowiskiem wodnym o którym nie będę się tu rozpisywał.
Osobiście uważam, że Twoja chrzanowa recepta jest bardzo rozsądna i powinna być rozpowszechniana, nie tylko w przypadku infekcji. Lepiej zapobiegać niż leczyć. Czytając różne wypowiedzi na temat Covida, zauważam kompletne niezainteresowanie tematem odporności, wszyscy jadą na wirusa, walczą o szczepionki jak kiedyś o ogień, ale w żadnym wypadku nie odnoszą się do danego nam przez naturę systemu odpornościowego. Zupełnie jak w przypadku Chińczyków i ich ptactwa.
Moim prywatnym zdaniem, codzienne, lub co najmniej cykliczne spożywanie czosnku, chrzanu, miodu będącymi naturalnymi antybiotykami są skuteczną metodą na podnoszenie systemu immunologicznego organizmu. Szczególne właściwości ma świeży imbir, trzymany w ustach jego plasterek wielkości paznokciach skutkuje wprowadzaniem do krwioobiegu oraz dróg oddechowych bardzo silnego środka dezynfekującego. Było mi dane obejrzeć wypowiedź pewnego rosyjskiego wirusologa, zajmującego się od około 20 lat tym akurat wirusem (nieprawdą jest, że został on ostatnio sztucznie wyprodukowany w laboratorium) propagującym tą akurat metodę przed nim ochrony. Nie maseczki, nie szczepienia, nie izolacja, tylko imbir. No ale cóż, na takiej metodzie nikt nie zarobi, prawda? Za proste i za tanie. Bezmyślność musi skutkować cierpieniem.
Jest tylko jeden problem, a właściwie dwa. Jak podać psu taki imbir? I jak poradzić ludziom aby ograniczyli ilość spożywanego mięsa, nabiału, cukru, ilości kawy, fajek, alkoholu i całej tej chemii w przetworzonych produktach? Zaciukają, nie dadzą sobie tego odebrać. Próbowaliście kiedyś wyrwać kiełbasę psu z gardła? Zachowania kulinarne mają olbrzymi wpływ na odporność. System trawienny jest częścią środowiska naturalnego zasługującym na traktowanie z należytym szacunkiem. Czyli nie po chińsku. Wtedy się odwdzięczy.
Namawiam do eksperymentu. Po pojawieniu się jakiejkolwiek oznaki niedomagania układu oddechowego (chrypka, kaszel, zadyszka, gwizdnie na płucach, charczenie...) śladowa ilość świeżego imbiru w ustach. A maseczki i szczepionki też mogą być, bo grzecznym trzeba być.
RE: COVID atakuje mojego psa (chyba)