Możliwe, że sytuacja jest podobna do tej, w której upadek ZSRR był zaaranżowany przez samą jej wierchuszkę. Idea wspólnych środków produkcji i równej dystrybucji dóbr przestałą być atrakcyjna w porównaniu do możliwości zachodniej konsumpcji. Dygnitarze też chcieli być bogaczami, posiadaczami akcji, mieć prywatne służby, samoloty i realizować swoje prywatne marzenia bez ukrywania się przed społeczeństwem.
Do końca nie jest jasne, czy przemiany w całym naszym obozie nie zostały w tym celu zaaranżowane przez ich tajne służby z głęboko zakonspirowanymi polskimi współpracownikami (uaktywnionymi śpiochami). Gdy emocje i dążenie do wolności zostały odpowiednio rozbudzone, wystarczyło dać Wałęsie zapałki do podpalenia lontu. Po śmierci Breżniewa nie było jeszcze warunków do jakichkolwiek ruchów amatorów przemian, ponieważ na krótko jego miejsce zajęli konserwatywni Andropow i Czernienko. Kto wie, czy ktoś im nie pomógł oczyścić pole pod wejście na scenę Jelcyna i Gorbaczowa, którzy zamieszali w tym konserwatywnym kotle. Później już było z górki pomimo wierzgania starych doktryniarzy komunistycznych (nieudany pucz moskiewski).
Wydarzenia w Polsce służyły prawdopodobnie do predykcji tych które miały nastąpić w ZSRR. Zawsze łatwiej korzystać z cudzych doświadczeń niż eksperymentować jako pierwszy.
Taka jest moja prywatna, niekoniecznie obiektywna ocena tamtych wydarzeń. Powyższy opis ma posłużyć tezie, że nie można wykluczyć identycznego scenariusza w przypadku Satosziego, jeśli pod tym awatarem miałaby się kryć elity z nieokreślonymi i niezrozumiałymi dla nas aspiracjami.
Wariant pozytywny zakłada doprowadzenie do powstania nowego, sprawnego i sprawiedliwego systemu finansowego bez udziału i zniewolenia społeczeństwa przez bankstersów. Nie wykluczyłbym tu spisku z udziałem służb takich jak CIA i innych, o których istnieniu mało kto zdaje sobie sprawę. Celem miałoby być przyspieszenie obalenia starego systemu nowym. To przy założeniu, że jakąś ingerencja służb ma miejsce.
Wariant negatywny zakłada przekręt (jak w przypadku Bitconnect) mający na celu zafascynowanie najpierw obywateli możliwościami blockchainu i możliwościami wykorzystania na jego bazie kryptowalut. Czyli pół świata kolekcjonuje krypto oddając bankom swoje fiaty, a gdy ktoś uzna, że uzbierała się odpowiednio duża kupka, wyciągnie wtyczkę z gniazdka. Również w tym przypadku możliwe jest założenie udziału jakichś nieokreślonych sił w tym procesie.
Z jednej strony mamy możliwość uniezależnienie się od łupiących nas na każdym kroku instytucji, z drugiej ryzyko totalnej wtopy. I tak źle i tak niedobrze. I dlatego rozsądnym posunięciem wydaje się słuchać kryptowalutowych mentorów, radzących inwestować tylko tyle, ile jesteśmy w stanie zaakceptować jako hipotetyczną stratę. Osobiście nie widzę tu sensu szarpać się na dwa jachty jeśli można pływać tylko na jednym. Po co się bogacić się więcej niż się już jest bogatym. Bez sensu dla mnie jest marzyć o portfelu 100 BTC portfelu, skoro jak wynika z algorytmu, w polskich warunkach do zabezpieczenia swojej wolności finansowej wystarczy zawartość 0.5 BTC. Chciwość dysponuje wieloma pułapkami (patrz Bitconnect).
Reasumując - osobiście nie wierzę w wariant negatywny, uważam za sensowne zainwestowanie (lub cykliczne inwestowanie) zupełnie drobnych sum w kilka dobrze przestudiowanych (whitepaper, dokonania deweloperów, rozpoznanie potencjalnej adopcji) projektów i zajęcie się rodziną i normalnym, zdrowym życiem.
RE: Bitcoin - stworzyły go banki, służby specjalne i światowa finansjera.