Tu się pojawia miejsce na polemikę. Uważam, że sama faktografia nie pomaga w obiektywnej ocenie wydarzeń, a tym samym wyciąganiu pożytecznych w wniosków. Wszystko zależy od "emocjonalnej" optyki obserwatora, mającego tendencję do nierozróżniania odcieni. Tego rodzaju daltonizm prowadzi do rozróżniania jedynie dwóch kolorów - czarnego i białego. I do podziałów społecznych. Co z tego, że znamy bardzo dokładnie faktów z historii o stanie wojennym, skoro nie potrafimy swoja optyką objąć całości obrazu. Stąd i wyciąganie prawidłowych wniosków bywa zgoła fałszywe.
Historię nam serwują rządzący. Najpierw nam serwowano Lenina, później Gomółkę, Gierka - każdego promowano inaczej, a w szkole wciskano każdorazowo inną prawdę. Mam dosyć tego rzeźbienia mózgu przy kolejnej zmianie sterów i manipulowania historią niczym papieże Biblią.
Uczyć się historii? Jakiej? O Kolumbie "odkrywcy" Ameryki? O tym, że nasze dzieje zaczynają się w 966 roku, a przed nim to hasały na naszej ziemi dinozaury?
Nie ważna jest historia - nauczana w celu wykorzystywania do niecnych celów (formowanie myśli młodego umysłu na sposób który sobie obmyślił jakiś plemienny kacyk).
Osobiście uważam, że dużo pożyteczniejsza jest koncentracja na dniu dzisiejszym i kreowaniu przyszłości, zamiast bez końca babranie się w historii typu kto komu pierwszy napluł do zupy, lub czy nauczanie o "świętych", z których wielu zupełnie nie zasługuje na to określenie ze względu na kryminalną przeszłość.
RE: Historia to najbardziej faszystowski przedmiot w szkole.