Ta opowieść wyleczyła mnie z romantycznej ciągoty do bezludnych, otwartych przestrzeni. Też miałem przygodę z nocnym dziabnięciem skorpiona gdzieś na Peloponezie, ale nie był to taki horror. I otrzymałem pomoc medyczną od przygodnych turystów. To ja już sobie będę zwiedzał na street view. Tym bardziej, że zawsze podróżuję sam. Koniec z tym.
RE: Pustynia Chihuahua i wesołe przygody małego żyjątka