Czy ktoś może próbował odebrać psu kiełbasę aby jej kawałek zostawić na podwieczorek? Jako dziecko próbowałem przybić kołek z łańcuchem (na drugim jego końcu była krowa) w miejsce niezbyt dokładnie wypasionej łąki, sąsiadującego z parcelą ze świeżutką, soczystą koniczyną. Zawsze się kończyło tak samo - tyle że z krową na prowadzeniu.
Carlo Ponti - Odrażający, brudni i źli.
Domyślny widz bez problemu znajdzie przerysowaną analogię z naszą, rodzimą rzeczywistością.
Mam takie nieodparte wrażenie, że część wyborców zachowuje się jak kiedyś moja krowa, śp. Piwonia, której horyzont wyobraźni kończył się na długo przed jej podwieczorkiem. Osobiście widzę dwie przyczyny takiego zachowania. Wydaje mi się, że jedną z nich jest bardzo niska kultura (a właściwie jej brak) klasy politycznej, która kształtuje świadomość wyborcy wg. powiedzenia – jaki pan taki kram. Skąd niby potencjalny wyborca ma czerpać wzorce, skoro z jakichś powodów nie życzy on sobie, lub nie jest zdolny do samo-edukacji? Z drugiej zaś strony elity polityczne, których jedynym celem jest zdobycie i utrzymanie władzy, zdolne są do zaakceptowania każdego, niekoniecznie przemyślanego oczekiwania.
Jak w takim razie przedstawić społeczeństwu wizję kraju sięgającą poza najbliższe cztery lata? Ciężka sprawa, ponieważ przeciętny obywatel (nie tylko ten polski) żyje głównie w czasie teraźniejszym (dzisiejsza kiełbasa) oraz przeszłym, którym żyją sfrustrowani, wieczni malkontenci, wczepieni w swoją jedynie wersję rzeczywistości. W takich okolicznościach nie jest możliwym tworzenie planu 20, 30 czy 50 letniego, co jest logicznym i niezbędnym warunkiem rozwijania nowoczesnego i rozsądnego społeczeństwa.
Na dziś to wygląda tak, że cała przedwyborcza energia jest sfokusowana na słupkach, dyskredytowaniu politycznych rywali, oraz licytowaniu się na niekoniecznie realne do spełnienia obietnice. Właśnie jesteśmy świadkami tego rodzaju szczytowania. Zamiast wykorzystać kadencję na rozbudzanie wyobraźni i edukację społeczeństwa. Dzisiejszy wyborca, obserwujący przez lata kolejne wybory, jest zdegustowany powtarzającym się ciągle tym samym schematem - podlizywanie się w zamian za głos, i natychmiast po wyborach czyszczenie pamięci z obietnic, jego ignorowanie i konsumpcja fruktów. To nie jest cenny wyborca, to jest wyborca przekupowany i często nieświadomy swojej nieuczciwości. Jego intencją nie jest poparcie długoletniego planu popierającego jakąś wzniosłą ideę, program, lecz eliminacja konkurencji. Dlatego w dzisiejszych wyborach najczęściej mamy do czynienia z selekcją negatywną - głosujemy często aby odebrać głos konkurentowi. Niezbyt wzniosła motywacja.
Wydaje mi się, że w tej sytuacji wynik wyborów nie rozwiązuje podstawowego problemu, jakim jest brak wizji, nadziei na zbudowanie nowoczesnego, świadomego społeczeństwa. Wspólnie, bez walki rywalizujących plemion. Przegraną kadencję (choć bolesną w skutkach) traktowałbym jak penicylinę w tyłek, którą musimy zaaplikować aby dotarła do głowy i rozbudziła rozsądek. Ważne jest jak nasze najbliższe, bolesne doświadczenie wpłynie na grupową świadomość jako wyborcy za 10 czy 20 lat. To niewiele w historii jednego społeczeństwa. Zbigniew Brzeziński przed śmiercią stwierdził, że sytuacja w Polsce jest przejściowa. Osobiście też tak uważam. A szkody można zawsze można naprawić. Czym większe, tym lepiej zachowa się pamięć o konsekwencjach dawnej bezmyślności.