kiedy czytałam Twoje wspomnienia z tamtego opowiadania s-f,
przypomniał mi się inny tekst, tez być może z tamtych lat, w którym ludzie żyjąc, (już dokładnie nie pamiętam - jakby na innych planetach, galaktykach?), odkryli inny sposób oszczędzania czasu:
czyli przesuwali się po powierzchni na zasadzie ślizgu, jakby na łyżwach, rolkach, czy takich śliskich butach(?), już dokładnie nie pamiętam.
czyli poruszali się lekko i płynnie, pokonując trasę i czas błyskawicznie.
jedno mocniejsze odepchnięcie, kilka sekund i byli na miejscu.
(czy to możliwe, żeby coś w tym stylu napisał Lem? ktoś kojarzy?)
marzyłam wtedy o takich buto-ślizgach.
w sumie autko potrafi wypełnić tę lukę.
z drugiej strony, ponoć: nie cel a podróż..
i zdarzało mi się także, porzucać szybki środek transportu na rzecz komfortu zapatrzenia się w okno, zamyślenia, dostrzeżenia tego co po drodze..
bez konieczności uważności na ronda, znaki i sygnalizację świetlną..
RE: A dzień taki krótki