A my z żoną postanowiliśmy zacząć morsować - dodatek do innych form gubienia balastu. Swoją drogą, od kilku miesięcy mamy własny Fatass Journal :D
PS. Pogodzenie spaceru z bieganiem też raz już nam się udało. Kiedy ja nie miałem ochoty biegać to zwyczajnie szedłem, a żona nieustannie w biegu krążyła wokół mnie i tym sposobem przesuwaliśmy się dalej - ja po linii prostej, a żona po jakiejś dziwnej spirali 😆 Wyglądało to komicznie i oczywiście po kilkunastu okrążeniach przestaliśmy się wygłupiać 😁🤣
RE: Fatass Journal... #809, czyli gubienie balastu