Czy to już? Czy to koniec? Obawiam się, że jeszcze nie, choć można powiedzieć, że mamy bardzo ważny przełom. Teraz wszystko zależy od tego, jak zachowają się wszystkie zainteresowane strony - szczególnie Izrael, który prawdopodobnie jest najmniej zadowolony z rozwoju zdarzeń.
Umowa między USA i Iranem nareszcie została sfinalizowana. Póki co jedynie zdalnie, ale oficjalna uroczystość podpisania przed przedstawicieli obu państw ma odbyć się w ten piątek w Genewie. Na razie nie jest to definitywne zakończenie wojny, dlatego ja nadal zostaję w "trybie wojennym" aż do momentu, w którym zostanie osiągnięty ostateczny pokój. O ile taki moment nastąpi.
Nie obyło się bez przeszkód. Jeszcze wczoraj, na kilka godzin przed podpisaniem umowy, Izrael kolejny raz zaatakował południowy Bejrut. Według różnych doniesień Donald Trump miał być wściekły i w rozmowie telefonicznej, delikatnie mówiąc, zbeształ Beniamina Netanjahu za torpedowanie porozumienia z Iranem. Teheran ostrzegł, że będzie musiał odpowiedzieć na działania Izraela, ale ostatecznie do tego nie doszło.
Obecne porozumienie nie kończy wojny. Oficjalnie przedłuża zawieszenie broni o 60 dni, w czasie których mają być przeprowadzone negocjacje dotyczące przede wszystkim irańskiego programu atomowego. Porozumienie zakłada też natychmiastowe wstrzymanie walk na wszystkich frontach - łącznie z Libanem - oraz zniesienie amerykańskiej blokady Cieśniny Ormuz.
Donald Trump napisał: "Ta Wspaniała Umowa przyniesie Pokój i Bezpieczeństwo całemu Regionowi. Wielu prezydentów próbowało zawrzeć Pokój z Iranem, ale nikomu przede mną się to nie udało. Przywódcy Regionu znaleźli, pierwszy raz, Prezydenta który jest w stanie pomóc im w osiągnięciu Pokoju. Wraz z otwarciem Cieśniny i podpisaniu Umowy w Piątek, w celu usunięcia min, ropa znów popłynie w obu kierunkach dla Regionu, i dla Świata!"
Według irańskich mediów, Stany Zjednoczone zobowiązały się do wycofania wszystkich swoich sił z regionów w pobliżu Iranu w ciągu 30 dni od podpisania ostatecznego porozumienia - czyli, jak rozumiem, jeszcze nie tego które zostanie podpisane w piątek. W ciągu najbliższych 60 dni USA mają nie rozmieszczać w tych regionach żadnych dodatkowych sił. Ze swojej strony Iran zobowiązuje się do powstrzymania od jakichkolwiek działań związanych ze swoim programem atomowym i zapasami wzbogaconego uranu.
Iran zaznacza też, że wstrzymanie izraelskiej ofensywy w Libanie jest kluczowym elementem porozumienia, a bez dotrzymania tego warunku żadna umowa z USA nie przetrwa.
W Izraelu atmosfera jest co najmniej ciężka. Ministrowie z rządu Beniamina Netanjahu twierdzą, że porozumienie irańsko-amerykańskie nie jest wiążące dla Izraela, a jego siły nie wycofają się z Libanu. Ostrzegają też, że Izrael wciąż jest gotowy odpowiedzieć "z całą mocą" na każdy atak Iranu.
Yair Lapid, przywódca głównej opozycyjnej partii w Izraelu "Jest Nadzieja" napisał wczoraj na X wprost, że Beniamin Netanjahu przegrał wojnę. Wśród całego szeregu błędów premiera wymienił m.in. "sprzedanie" Amerykanom zbyt optymistycznego scenariusza wojny bez informowania ich o ryzykach związanych chociażby z irańskimi atakami na kraje Zatoki Perskiej, brak komunikacji z poszczególnymi frakcjami w administracji Donalda Trumpa czy niemożność przeforsowania kwestii irańskiego arsenału pocisków balistycznych do umowy pokojowej. Skrytykował też Netanjahu za utratę międzynarodowego poparcia dla Izraela, brak "należytego przedstawienia izraelskiej perspektywy społeczności międzynarodowej", czy zantagonizowanie Turcji m.in. przez nacisk na udział Kurdów w ataku na Iran.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział, że Niemcy liczą na stabilizację w światowej gospodarce po osiągnięciu porozumienia. Dodał też, że umowa między Iranem i USA koniecznie powinna obejmować Liban i zobowiązywać Izrael do wstrzymania działań w tym kraju.
Emmanuel Macron powiedział, że ruch przez Cieśninę Ormuz po zawarciu umowy powinien odbywać się swobodnie, a Iran musi powstrzymać się przed pobieraniem od statków jakichkolwiek opłat.