Wlazł żołnierzyk na minę, jebutło, pierdutło i tyle z tego zapamiętał. Budzi się w szpitalu i widzi lekarza nad sobą. Patrzy w dół i oczom nie wierzy.
Panie doktorze, na Boga, ja mam nogi! Jakim cudem?!
Aaaa tak. Udało się nam je uratować.
To i życie mi się jakoś ułoży!
Aaaa tak, na pewno, życie się pani ułoży…
Syn rolnika poszedł do wojska. Po jakimś czasie napisał do ojca list:
"Tato tu jest wspaniale! Można się wylegiwać do 6 rano."
Komisja poborowa. Chłopak z trudem odczytuje z tablicy największą literę. Lekarz decyduje:
Zdolny do walki z czołgami.
Siedzą partyzanci w ziemiance, nagle słychać stukanie do drzwi.
Kto tam?
To my partyzanci - słychać zza drzwi.
A ilu was?
Zwei und zwanzig.
Skoki spadochronowe desantu. Otwiera się klapa, wszyscy żołnierze skoczyli, tylko jeden siedzi w kącie.
A ty dlaczego nie skaczesz? - pyta kapitan.
Nie skaczę, bo mam chrypę - mówi zachrypłym głosem skoczek.
Nie pie*dol, tylko skacz.
Nie skaczę, bo mam chrypę - powtarza skoczek.
Kapitan próbował go wyrzucić, szarpał się trochę z nim, ale nie dał rady. Poszedł więc do pilota i mówi:
Słuchaj, włącz automatycznego pilota i chodź, pomożesz mi wyrzucić jednego żołnierza, bo nie chce skoczyć. Mówi że ma chrypę i nie skoczy.
Pilot zrobił tak, jak chciał kapitan. Po krótkiej szamotaninie wyrzucili żołnierza.
Kapitan otarł pot z czoła i mówi:
W końcu się udało.
No, silny był - pada odpowiedź zachrypłym głosem.
Posted from my blog with SteemPress : https://parchy.pl/2018/06/12/dowcip-zolnierski-3/