Dzięki za obszerny komentarz.
Poruszyłeś kilka wątków. Dzisiejsze elity to raczej się tworzy przez koneksje rodzinne, a nie wyniki w szkole. Osoby z wybujałym ego to raczej efekt (braku)wychowania. To rodzice mają największy wpływ na to jak zachowuje się ich dziecko. Podejrzewam, że ludzie jak to ich nazwałeś - nieprzystosowani społecznie - biorą się stąd, że dorośli gonią za karierą i nie mają czasu z nimi porozmawiać. Zamiast tego kupują im drogie prezenty, które mają im rekompensować te braki. Efekt jest taki, że zamiast rodziców wychowuje je telefon i internet, a wiadomo co tam można znaleźć.
Co do głównego wątku to tutaj chodziło o program dla najzdolniejszych. Czy w jednej klasie powinni być uczniowie na podobnym poziomie czy na zupełnie różnym. W Stanach Zjednoczonych chyba jest tak, że masz kilka przedmiotów obowiązkowych, a inne sobie wybierasz. W związku z tym każdy uczeń idzie na to co go interesuje i pogłębia swoją wiedzę w tym temacie. Czy np. w klasach sportowych powinny być dzieciaki z dobrą kordynacją ruchową i refleksem czy też takie, od których odbija się piłka? Jedni mają lepszą prawą półkulę mózgową inni lewą. Nie ma sensu, żeby artysta uczył się rysowania wykresu fuknkcji czy całek, a matematyk malowania martwej natury. Ani jeden ani drugi nie rozwinie się w tym co go nie interesuje.
Na stanowiskach decyzyjnych są psychopaci, bo w korporacjach najważniejszy jest target. Ludzie bez empatii świetnie się nadają do roli "kapo" i nie mają problemów ze snem po dniu pełnym pytań "dlaczego cel nie został wykonany".
RE: Dyskryminacja pozytywna?