Photo is free for commercial use from pixabay.com.
Od pewnego czasu trwa dyskusja nt. wykorzystywania koni do przewozu ludzi w górach, w szczególności na drodze do Morskiego Oka. Podnoszona jest kwestia cierpienia zwierząt spowodowanego nadmiernym wykorzystaniem.
Ta dyskusja odżywa co kilka lat, i zauważyłem, że zawsze dominująca większość winy jest zrzucane w niej na chciwość górali, a niemal zero na turystów.
Przecież osoby, które wolą na wakacjach poleżeć na leżaku, i ewentualnie trochę pospacerować wokół hotelu i porobić inne nieintensywne aktywności, albo mają małe dzieci niezdatne do dużego wysiłku, mają tysiące innych miejsc w Polsce i zagranicą, gdzie mogą to robić lepiej. Ale nie, lepiej zabrać Dżesikę i Brajanka nad Morskie Oko, coby zobaczyli w wieku 4 lat jaka Polska piękna. Albo zabrać tam babcię z żylakami i nadciśnieniem. All-inclusive w hotelu z basenem nad Morzem Śródziemnym z samolotem wychodzi taniej, ale nie, trza pojechać w góry, a nad Morskie Oko lub na Babią Górę ruszyć w klapeczkach coby się nogi opaliły. Ja nie krytykuję tych ludzi za to, że im się nie chce. Ale jak Ci się nie chce/zdrowie nie pozwala, to udaj się na wakacje stworzone dla ludzi, którym się nie chce/zdrowie nie pozwala. Nie możesz iść do wegańskiej restauracji a potem oczekiwać, że będzie tam mięso. A powozy nad Morskim Okiem to trochę takie właśnie mięso w wegańskiej restauracji. Rozwiązują problem, którego najlepiej byłoby... nie rozwiązywać i zostawić samemu sobie.
Tak więc, głupota i leniwość turystów jest równie winna, a nawet bardziej. Zasada generalnie jest jedna. Gdy jakikolwiek biznes na świecie robi coś nieetycznego, to w 99+% przypadków, robi coś nieetycznego, bo na tym czymś nieetycznym zarobi lepiej niż na czymś analogicznym etycznym, a nie dlatego, że pracują tam "źli" ludzie, którzy robią coś nieetycznego dla przyjemności z robienia tego. Przykładowo, firmom jest dość obojętne czy produkują piwo alkoholowe czy bezalkoholowe. Gdyby popyt na bezalkoholowe był większy, to wiele firm by zapewne przeszło z produkcji alkoholowych na bezalkoholowe, albo dostosowałoby proporcje podaży do nowego popytu.
Drugim problemem jest ilość turystów, która w Zakopanem i okolicach jest po prostu za duża, jak na niewielki rozmiar Podhala. 4,5 miliona rocznie. Dla porównania, dużą wyspę Kretę na Morzu Śródziemnym odwiedza 5 mln z hakiem.
https://www.pb.pl/tatry-nadal-rekordowo-popularne-ponad-45-mln-turystow-w-2023-r-1210012
https://www.argophilia.com/news/crete-tourism-2024/233077/
Zakopane jest polskim przykładem "disneylandyzacji", czyli procesu, który sprawia, że region oparty na turystyce staje się ofiarą nadmiernej turystyki. Mieszkania są zamieniane w całoroczne AirBNB, ulice są wybiegiem dla pijanych turystów, a cała infrastruktura jest podporządkowana turystyce, co sprawia, że w takich miejscach coraz gorzej żyje się ludziom, którzy po prostu tam mieszkają. Innymi przykładami disneylandyzacji są Amsterdam, Barcelona, Wenecja oraz Wyspy Kanaryjskie.
No i wreszcie pytanie - czym zastąpić konie. Pojazdy spalinowe odpadają, bo ludzie jadą w góry pooddychać świeżym powietrzem, a nie zanieczyszczonym. Pojazdy elektryczne są mniej szkodliwe lokalnie oraz cichsze, no ale wtedy zamiast koni, dzieci w Afryce będą zapierdalać za miskę komosy ryżowej w kopalni kobaltu (no chyba, że kupićby używane, ale polskie "zastaw się a postaw się" pewnie na to nie pozwoli). Opodatkowanie usługi skorzystania z powozu niewiele da, bo gdy ludzie jadą na wakacje gdzie w ciągu kilku-kilkunastu dni wydają na całą rodzinę kilka-kilkanaście tysięcy złotych, to na kilkadziesiąt czy nawet 100 więcej za tę usługę machną ręką.
Myślę, że najlepsze co można zrobić, to po prostu:
promować inne miejsca w Polsce dla osób, które nie chcą aktywnych wakacji.
sprawić, by inna praca stała się dla górali bardziej opłacalna, niż bycie woźnicą nad Morskim Okiem.
@herosik chętnie poznam Twoją opinię w tej sprawie.