#5 Podsumowanie tygodnia 📅

lumafi(64)
Published in
#polish
Words
800
Reading
4 min
Listen
Play
5y

Witajcie!


Ten tydzień należał do stresujących i nieprzewidywalnych. Kompletnie nie należał do łatwych i przyjemnych, ale takie też są potrzebne, a przy okazji powiem Wam, jak sobie z takimi tygodniami radzę, bo nie są one rzadkością.

W tamtą niedzielę (bo zaczynam od tego dnia podsumowania tygodnia 😜) byłam na spacerze w lesie z rodziną i pieskami. Nie robiłam żadnych zdjęć, bo zapomniałam telefonu 😆 Na następnym spacerze po lesie, na pewno jakieś zdjęcia zrobię, obiecuję!
W przyjemnej atmosferze zakończyła się niedziela i ze smutkiem zdałam sobie sprawę, że jutro trzeba rano wstać :(

No ale mus to mus.

image.png

W poniedziałek pisałam próbną maturę z angielskiego i poszła mi elegancko 😎 Szybko skończyłam i poleciałam na autobus. Miałam zaplanowaną naukę na sprawdzian z rozszerzonego wosu więc zabrałam się za naukę i w sumie, szybko poszło.

image.png

Miałam na ten dzień również cel, by przeczytać do końca Dwór Cierni i Róż, którego recenzje macie tu: @lumafi/6-marysine-czytadelko.

image.png

We wtorek miałam skrócone lekcje i wróciłam do domu o godzinie 12! Od razu zabrałam się za naukę (odrobienie prac domowych + nauka wosu). W miarę szybko poszło, zrobiłam obiad i co jakiś czas robiłam sobie powtórki nauczonego materiału.

No a w czwartek zaczęła się makabra. Dopadł mnie okropny stres i zaczęłam sobie wmawiać, że wszystko, czego się nauczyłam, zapomniałam. Uspokajałam się, że mam jeszcze trochę czasu, bo sprawdzian miał być w piątek, dlatego powtórzyłam materiał i poszłam wcześniej spać.

Rano, gdy się obudziłam, dowiedziałam się o pewnej rzeczy, która kompletnie mnie rozbiła. Uspokoiłam się w szkole i dzięki mojej klasie i szkolnym obowiązkom trochę o tym zapomniałam. Po powrocie do domu miałam o wiele więcej obowiązków niż wcześniej ze względu na tę sytuację i trochę straciłam grunt pod stopami. Przez długi czas myślałam, czy warto w piątek iść do szkoły, bo miałam przeczucie, że to nie będzie dobry dzień dla mnie.
Stwierdziłam natomiast, że siedziałam tyle nad nauką wosu, żeby zdać sprawdzian i mieć już go z głowy.

Poszłam więc do szkoły i od razu po wstaniu wiedziałam, że to nie będzie mój dzień. Zaczęło się od niewyrobienia się z niczym tak naprawdę. Zgubiłam identyfikator do szkoły, dzięki któremu mogłam wejść do szkoły i zapomniałam telefonu, który akurat w ten dzień był dla mnie bardzo ważny 🤦🏼‍♀️
Udało się wejść do szkoły bez żadnych problemów (na szczęście) i zaczęłam lekcje. Fizyka minęła i przyszedł czas na wos. Rozdzielenie na grupy i rozdanie pytań i już miałam sobie strzelić w łeb. Miałam drugą grupę, która opierała się tylko na scharakteryzowaniu pewnych zjawisk (więcej roboty), natomiast druga grupa miała jedynie pojęcia. No myślałam, że padnę! Ale jestem z siebie dumna, bo moim zdaniem mimo niektórych problemów poszło mi bardzo dobrze. Skontaktowałam się z moją rodziną przez telefon mojej koleżanki, aby im powiedzieć, że nie mam telefonu i żeby się nie martwili gdy nie będę odpowiadać na ich wiadomości. No i napisałam też do mojej cioci, z którą miałam przyjechać ze szkoły.

image.png

Umówiłam się z nią, że zostawi klucze do swojego auta w sekretariacie swojej szkoły, dzięki czemu będę mogła sobie wejść do auta i poczekać na nią maksymalnie 15 minut. Jak pewnie się domyślacie, 15 minut przeciągnęło się na godzinę. No i tak sobie siedziałam w aucie, bo akurat nie wzięłam sobie żadnej książki, choć byłam w bibliotece!!!

Muszę Wam powiedzieć, że pierwszy raz z biblioteki wyszłam z pustymi rękami, bo stwierdziłam, że nie będę zajmować nikomu kolejki z książkami, jeśli mam jeszcze mnóstwo lektur do przeczytania, a i tak przetrzymuję niektóre książki, bo nie mam czasu na przeczytanie ich.

Pojechałam do sklepu na cotygodniowe zakupy i na szczęście tu obeszło się bez żadnych wpadek.

W tym tygodniu również dostałam 2 propozycję pracy jako korepetytorka z języka angielskiego! Nie wiecie, jaka jestem szczęśliwa, bo w końcu robię jakiś krok ku mojemu celowi. Jest to moja pierwsza jakakolwiek praca i jestem przeszczęśliwa z kilku powodów:

  1. idealny czas na zbieranie doświadczenia
  2. wreszcie będę mogła zarabiać sama, nie obarczając moich rodziców wydatkami na ubrania, autobus
  3. impuls do lepszego zorganizowania się

Wiem, że na początku będzie mnie to kosztowało mnóstwo stresu, ale wiem, że wyjdzie mi to na dobre.

A co do radzenia sobie z trudnym tygodniem, uwielbiam sprzątać. Tak, dobrze przeczytaliście 😂
Gdy mam ciężki tydzień lubię sobie go przeanalizować, wyciągnąć wnioski i posprzątać po nim. Na przykład wczoraj, gdy sprzątałam łazienkę, myślałam o tym całym tygodniu i wyciągałam wnioski z każdego wydarzenia, które nie dały mi satysfakcji. Gdy już wiedziałam, co robić, żeby tych błędów nie popełniać np. gdybym sobie przygotowała wcześniej identyfikator, nie zestresowałabym się i nie zapomniałabym telefonu. Później sprzątnęłam mój pokój, czyli miejsce, gdzie spędzam mnóstwo czasu i wpływa na mnie najbardziej. Przez to, że sprzątałam "brudy" tego tygodnia, miałam wrażenie, że odchodzi on w niepamięć. Zostawiłam wnioski i odsunęłam w dal niesmak, który pozostawał.

Działa? Działa!

A Wy jak sobie radzicie z trudnymi tygodniami?

#5 Podsumowanie tygodnia 📅 | Ecency