Witajcie!
W tamtą niedzielę (bo zaczynam od tego dnia podsumowania tygodnia 😜) byłam na spacerze w lesie z rodziną i pieskami. Nie robiłam żadnych zdjęć, bo zapomniałam telefonu 😆 Na następnym spacerze po lesie, na pewno jakieś zdjęcia zrobię, obiecuję!
W przyjemnej atmosferze zakończyła się niedziela i ze smutkiem zdałam sobie sprawę, że jutro trzeba rano wstać :(
No ale mus to mus.
W poniedziałek pisałam próbną maturę z angielskiego i poszła mi elegancko 😎 Szybko skończyłam i poleciałam na autobus. Miałam zaplanowaną naukę na sprawdzian z rozszerzonego wosu więc zabrałam się za naukę i w sumie, szybko poszło.
Miałam na ten dzień również cel, by przeczytać do końca Dwór Cierni i Róż, którego recenzje macie tu: @lumafi/6-marysine-czytadelko.
We wtorek miałam skrócone lekcje i wróciłam do domu o godzinie 12! Od razu zabrałam się za naukę (odrobienie prac domowych + nauka wosu). W miarę szybko poszło, zrobiłam obiad i co jakiś czas robiłam sobie powtórki nauczonego materiału.
No a w czwartek zaczęła się makabra. Dopadł mnie okropny stres i zaczęłam sobie wmawiać, że wszystko, czego się nauczyłam, zapomniałam. Uspokajałam się, że mam jeszcze trochę czasu, bo sprawdzian miał być w piątek, dlatego powtórzyłam materiał i poszłam wcześniej spać.
Rano, gdy się obudziłam, dowiedziałam się o pewnej rzeczy, która kompletnie mnie rozbiła. Uspokoiłam się w szkole i dzięki mojej klasie i szkolnym obowiązkom trochę o tym zapomniałam. Po powrocie do domu miałam o wiele więcej obowiązków niż wcześniej ze względu na tę sytuację i trochę straciłam grunt pod stopami. Przez długi czas myślałam, czy warto w piątek iść do szkoły, bo miałam przeczucie, że to nie będzie dobry dzień dla mnie.
Stwierdziłam natomiast, że siedziałam tyle nad nauką wosu, żeby zdać sprawdzian i mieć już go z głowy.
Poszłam więc do szkoły i od razu po wstaniu wiedziałam, że to nie będzie mój dzień. Zaczęło się od niewyrobienia się z niczym tak naprawdę. Zgubiłam identyfikator do szkoły, dzięki któremu mogłam wejść do szkoły i zapomniałam telefonu, który akurat w ten dzień był dla mnie bardzo ważny 🤦🏼♀️
Udało się wejść do szkoły bez żadnych problemów (na szczęście) i zaczęłam lekcje. Fizyka minęła i przyszedł czas na wos. Rozdzielenie na grupy i rozdanie pytań i już miałam sobie strzelić w łeb. Miałam drugą grupę, która opierała się tylko na scharakteryzowaniu pewnych zjawisk (więcej roboty), natomiast druga grupa miała jedynie pojęcia. No myślałam, że padnę! Ale jestem z siebie dumna, bo moim zdaniem mimo niektórych problemów poszło mi bardzo dobrze. Skontaktowałam się z moją rodziną przez telefon mojej koleżanki, aby im powiedzieć, że nie mam telefonu i żeby się nie martwili gdy nie będę odpowiadać na ich wiadomości. No i napisałam też do mojej cioci, z którą miałam przyjechać ze szkoły.
Umówiłam się z nią, że zostawi klucze do swojego auta w sekretariacie swojej szkoły, dzięki czemu będę mogła sobie wejść do auta i poczekać na nią maksymalnie 15 minut. Jak pewnie się domyślacie, 15 minut przeciągnęło się na godzinę. No i tak sobie siedziałam w aucie, bo akurat nie wzięłam sobie żadnej książki, choć byłam w bibliotece!!!
Muszę Wam powiedzieć, że pierwszy raz z biblioteki wyszłam z pustymi rękami, bo stwierdziłam, że nie będę zajmować nikomu kolejki z książkami, jeśli mam jeszcze mnóstwo lektur do przeczytania, a i tak przetrzymuję niektóre książki, bo nie mam czasu na przeczytanie ich.
Pojechałam do sklepu na cotygodniowe zakupy i na szczęście tu obeszło się bez żadnych wpadek.
W tym tygodniu również dostałam 2 propozycję pracy jako korepetytorka z języka angielskiego! Nie wiecie, jaka jestem szczęśliwa, bo w końcu robię jakiś krok ku mojemu celowi. Jest to moja pierwsza jakakolwiek praca i jestem przeszczęśliwa z kilku powodów:
Wiem, że na początku będzie mnie to kosztowało mnóstwo stresu, ale wiem, że wyjdzie mi to na dobre.
A co do radzenia sobie z trudnym tygodniem, uwielbiam sprzątać. Tak, dobrze przeczytaliście 😂
Gdy mam ciężki tydzień lubię sobie go przeanalizować, wyciągnąć wnioski i posprzątać po nim. Na przykład wczoraj, gdy sprzątałam łazienkę, myślałam o tym całym tygodniu i wyciągałam wnioski z każdego wydarzenia, które nie dały mi satysfakcji. Gdy już wiedziałam, co robić, żeby tych błędów nie popełniać np. gdybym sobie przygotowała wcześniej identyfikator, nie zestresowałabym się i nie zapomniałabym telefonu. Później sprzątnęłam mój pokój, czyli miejsce, gdzie spędzam mnóstwo czasu i wpływa na mnie najbardziej. Przez to, że sprzątałam "brudy" tego tygodnia, miałam wrażenie, że odchodzi on w niepamięć. Zostawiłam wnioski i odsunęłam w dal niesmak, który pozostawał.
Działa? Działa!
A Wy jak sobie radzicie z trudnymi tygodniami?